Chcesz otrzymywać najnowsze wiadomości
Wydarzenia
Tego walca nic nie zatrzyma

Z IGOREM KOBYLAŃSKIM, prezesem zarządu Informix Software Sp. z o.o. rozmawia Jerzy Byra


24 kwietnia br. obiegła świat wiadomość o zakupieniu przez IBM firmy Informix Software Database Company za sumę 1 mld dolarów w gotówce, firmy bazodanowej będącej częścią Informix Corporation. Zapewne zastanawiacie się Państwo, dlaczego przypominamy o tym w „Prestiżu”. Jakie to ma znaczenie dla polskiej gospodarki? Otóż ma i to wcale niemałe.

         Po pierwsze dlatego, że obie te firmy mają mocne bazodanowe umocowanie na polskim rynku – Informix dysponuje 24 proc., IBM 9 proc. A chcą mieć jeszcze większe. Biorąc pod uwagę intensywne inwestycje firm w software do zarządzania, niezbędny do gromadzenia, przechowywania i wykorzystywania danych, jako kluczowych z punktu widzenia e-biznesu, IBM ma poważne szanse stać się liderem w tej dziedzinie.    
    Po drugie dlatego, że od początku kwietnia nowym szefem Informix’a, lidera technologicznego w dziedzinie nowej ekonomii został w Polsce Igor Kobylański (oficjalnie od 2 maja) i, jak wszystko na to wskazuje, również IBM Data Management Solution, nowego rodzaju działalności w strukturze firmy IBM.
    I po trzecie, z tym drugim związane, że niecodziennie mamy możliwość otrzymywać tak dobrą wiadomość, iż oto Polak został uznany i doceniony przez międzynarodowe firmy. Powierzenie Igorowi Kobylańskiemu (dzisiaj 37-letniemu informatykowi) odpowiedzialnego stanowiska w strukturze potężnej korporacji jest właśnie dowodem na to, że nawet w branży IT Polacy mogą z powodzeniem odnosić sukcesy na arenie międzynarodowej.
    Jak do nich dochodzą, opowiemy Państwu właśnie na przykładzie Igora Kobylańskiego. W naszej z nim obok rozmowie przybliżymy anatomię jednego z tych tak spektakularnych sukcesów Polaków.


Jerzy Byra
Panie Prezesie, nie czuje się Pan zakłopotany zaistniałym obrotem sprawy?

Igor Kobylański 
Takiego się nie spodziewałem.

Mogę się domyślać dlaczego. Do Informix’a przeszedł Pan z IBM. Czyżby powiedzenie: nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki - miało tu jakieś znaczenie?    
    W jakimś stopniu na pewno. Ale z faktami się nie dyskutuje. Podjąłem się określonego zadania wobec Informix’a i chcę się z niego wywiązać. Wprawdzie okoliczności się zmieniły, ale tym większe to dla mnie wyzwanie i znacznie większe możliwości działania.

To gdzie Pan teraz pracuje?
    Rozumiem pańskie wątpliwości. Niestety, tak zwykle bywa, gdy następują globalne fuzje. Jest to bardzo skomplikowany proces. Mimo to, gwarantuję, że do końca tego roku wszystkie formalności związane z integracją będą w Polsce w pełni zakończone. Z nowym rokiem wszystko już będzie jasne.
    Tymczasem, w związku z przejęciem Informix Software, mojej dotychczasowej firmy, przez IBM na razie jestem zawieszony między IBM i Ascential Software (to firma związana z dostawą rozwiązań do zarządzania zasobami medialnymi, która po całej transakcji zastąpiła Informix Corporation).

Zgodzi się Pan, że taka sytuacja, głównie w ocenie polskich klientów (ok. 70 tys. użytkowników), może rodzić pewne zakłopotanie, obawę o bezpieczeństwo swoich inwestycji w technologię Informix’a?
    Mam tego świadomość. Ale zapewniam, że mogą być spokojni. Produkty Informix’a nie znikają z rynku, mało tego, będą dalej sprzedawane i rozwijane przez IBM.

W tym celu została wyodrębniona nowa firma, IBM Data Management Solution. Po połączeniu Informix'a z IBM jest Pan nieformalnie jej szefem, jak również szefem formalnie nieistniejącego Informix’a. Strasznie to skomplikowane.
    Pozornie. Choć rozumiem pańskie zakłopotanie. Niestety, tak zwykle
bywa, gdy następują globalne fuzje. Jest to bardzo skomplikowany proces. Gwarantuję, że do końca tego roku wszystkie formalności związane z integracją będą w Polsce, jak to się mówi, zapięte na ostatni guzik. Z nowym rokiem wszystko już będzie jasne.  

Nim do tego wrócimy, ciekawi mnie, jak się dochodzi do tak wysokiej pozycji zawodowej w światowej korporacji, do tego w branży IT. Niewielu Polaków dostąpiło takich zaszczytów. Czy koniecznie trzeba wyjechać na Zachód, by być zauważonym?
    W moim przypadku nie miało to większego znaczenia. Wprawdzie jako dwudziestolatek, w 1984 roku wyjechałem z Polski, ale bez specjalnie sprecyzowanych planów. Głównie z ciekawości świata.

Francja, Włochy, Kanada. Dlaczego akurat te kraje?
    Dwa pierwsze, bo chciałem je zobaczyć, poznać język, kulturę. Na dalsze nie miałem pomysłu. Myślałem o USA lub Australii, ale ktoś mi powiedział, że warto pojechać do Kanady.

Tam Pan zakotwiczył na dłużej i na dodatek ukończył Uniwersytet w Toronto. Ale dlaczego akurat Wydział Informatyczny?
    Z dwóch powodów. Pierwszy – bo informatyka zaczęła mnie interesować. Drugi był bardziej pragmatyczny – informatykom stosunkowo łatwo było znaleźć pracę. W tej branży nie było żadnej blokady.  

Bez względu na narodowość?        
    Akurat w tym zawodzie nie miało to większego znaczenia. Można było bez problemu osiągnąć sukces zawodowy. Tym bardziej, gdy dobrze poznało się język. Ja na przykład nie miałem żadnych kłopotów z komunikacją.

A mimo to nie został Pan w Kanadzie.     
    Ponieważ poza językiem było coś jeszcze. Ciążyła mi rola emigranta. Kto tego nie przeszedł, nie zrozumie. Dla mnie, poza sukcesem zawodowym, zawsze ważne było życie towarzyskie i rodzinne. I choć na obczyźnie można mieć wielu znajomych, to o przyjaźniach można mówić dopiero w drugim pokoleniu. Wiąże się to choćby z takimi niuansami, jak wspominki z dzieciństwa, odwoływanie się do wspólnie oglądanych filmów itp., itd. Niestety, takich relacji nie ma się na obczyźnie w pierwszym pokoleniu.

Czy to znaczy, że ze względów pozamerytorycznych Pańska kalkulacja zrobienia informatycznej kariery w Kanadzie spaliła na panewce?    
    Zasadniczym powodem było co innego. Pod koniec studiów zacząłem żałować, że kończę informatykę. Wpływ na takie stanowisko miało uczestnictwo w zajęciach, podczas których odbywały się spotkania z twórcami dużych i małych firm informatycznych. Ten aspekt biznesowy zaczął mnie bardzo interesować. Już nie, jak software został stworzony, ale jak go wykreować, sprzedać. Od tego momentu wiedziałem, że już nie będę programistą. Ponadto, gdy w 1992 roku ukończyłem studia, okazało się, że Toronto, które pod koniec lat osiemdziesiątych wyjątkowo dynamicznie i najszybciej rozwijało się spośród miast w całej Ameryce Północnej, na początku lat dziewięćdziesiątych dostało zadyszki. Mówiło się o regresie. W związku z tym wcale nie było łatwo o pracę.

Stąd powrót do Polski?    
    Niezupełnie. Uznałem, że skoro chwilowo nie mam pracy, a dawno nie byłem w Polsce, to zrobię sobie w kraju wakacje i przy okazji spędzę święta Bożego Narodzenia z rodziną. Było to na przełomie roku 1992 i 1993.

Wspomniany przez Pana okres, to w Polsce bardzo szybka informatyzacja firm. Sprzedaż sprzętu komputerowego i oprogramowania przeżywała ogromny rozkwit.
    Nie ukrywam, że zrobiło to na mnie duże wrażenie. Do tego stopnia, że postanowiłem zostać w kraju. Tym bardziej że dostałem propozycję pracy od firmy MSP, największego wówczas dystrybutora oprogramowania.

W tej firmie zajmował się Pan dystrybucją produktów, ale proszę mi powiedzieć, z ręką na sercu, czy nigdy nie czuł Pan dyskomfortu z faktu, że z informatyka stał się sprzedawcą?
    Zapewniam pana, że mam ogromną satysfakcję i przyjemność z możliwości kreowania potrzeb rynku na produkty, o których wiem jak powstają i czemu służą.

Z MSP przeszedł Pan do ABC Data. Tam stworzył zręby nowej specjalizacji firmy, również dystrybucji oprogramowania. Dlaczego Pana domeną stał się software?    
    Właśnie dlatego, że jestem informatykiem. To, że sam nie programuję, nie znaczy, iż efekt tej pracy nie jest mi bliski. Ja ten software po prostu czuję, znam się na nim i bardzo mi zależy, by moi partnerzy biznesowi oraz użytkownicy końcowi byli zadowoleni z jego funkcjonalnego przeznaczenia. A poza tym, nie muszę chyba pana przekonywać, że żaden z informatycznych produktów, jak i każdy inny, nawet potencjalnie najlepszy, bez przemyślanego marketingu i sprzedaży nie miałby szans zaistnieć na rynku. Mam więc satysfakcję, że zarówno dla produktów, jak i ich twórców – w moim przypadku można powiedzieć kolegów po fachu – tworzę tę rynkową szansę.

Microsoftowi też Panu pomógł. W ABC Data stworzył Pan prężną odnogę dystrybucji jego produktów. Ale poza szybkim dochodzeniem do dobrych wyników, chyba nie lubi Pan zagrzać dłużej miejsca w jednej firmie. Już w 1996 r. zaczął Pan pracę w Lotus Development Polska. Czyżby produkty Microsoftu straciły Pańskie uznanie?
    Nie o to chodzi. To wynika z mojego charakteru. Poznawać, sprawdzać i kreować nowe. A co ciekawe, sprawcą mojego odejścia z ABC Data był Jacek Zaremba z Komputer 2000, mój główny rywal rynkowy. On pierwszy przeszedł do Lotusa. Potem, gdy potrzebował ludzi do pracy uznał, że skoro byłem jego godnym rywalem, to będę i dobrym partnerem, więc ściągnął mnie do Lotusa.

Dodajmy, że Lotus jest własnością IBM i że dopiero od tego momentu zaczęła się Pańska, naprawdę duża, kariera zawodowa. Najpierw jako Business Partner Manager, czyli szef kanału sprzedaży w Polsce, potem na region Europy Środkowej i Wschodniej i wreszcie od 1999 r. Country Manager na region Europy Południowej i Wschodniej. Stanowisko, o którym wielu nawet nie śmie marzyć, a Pan zrezygnował z niego na rzecz szefa Informix’a, do tego przeżywającego zastój. Może Pan zdradzić przyczyny takiej decyzji?
     Nie mam co ukrywać. Jestem człowiekiem energicznym i lubię podejmować nowe zawodowe wyzwania. Miałem świadomość, że pracując w korporacji na poziomie regionalnym już bardzo trudno mi będzie znaleźć nową pracę. A więc, gdy dowiedziałem się, że Informix poszukuje w Polsce nowego szefa, złożyłem swoją ofertę. Uznałem, że to może jedyna poważna szansa na zmianę. A poza tym, na taką decyzję miały również duży wpływ sprawy rodzinne. Urodził mi się syn, którym chcąc nie chcąc nie mogłem się opiekować na co dzień. Moje obowiązki country managera (sześć krajów pod opieką) sprawiały, że byłem gościem w domu.

To rozumiem, ale jeszcze co do pierwszej części Pańskiej wypowiedzi. Czy mam rozumieć, że gdy Polak w korporacji dojdzie do poziomu szefa regionalnego, to już nie ma możliwości dalszego awansu?    
    Po pierwsze, nie ma to żadnego związku z narodowością. Zależy wyłącznie od kwalifikacji i doświadczenia.     
    A po drugie, możliwości awansu w korporacji są zawsze. Tylko znowu, jeśli o mnie chodzi, biorąc pod uwagę moje usposobienie, otwartość na nowe wyzwania, to korporacja je ogranicza. W tak ogromnych międzynarodowych firmach nie ma wiele miejsca na improwizację. żeby takie kolosy sprawnie działały, muszą mieć precyzyjnie ukształtowane struktury, jednoznacznie określoną hierarchię stanowisk, decyzji i odpowiedzialności.
   Więc owszem, mogłem w korporacji awansować i zmieniać pracę. Na przykład na poziomie regionalnym zmieniać regiony, bądź pracować wyżej na równoległych stanowiskach.

Ale, jak się okazało, w Pańskim przypadku historia też zatoczyła koło. Chcąc nie chcąc, nadal Pan pracuje dla IBM. Z jednej strony to być może zaskoczenie, ale z drugiej chyba jednak awans. Wprawdzie Informix Corporation to nie byle jaka firma, to lider w dziedzinie technologii dla baz danych (w 2000 roku osiągnęła wynik ze sprzedaży w wysokości 930 mln dol.), ale IBM to potentat, największa firma informatyczna na świecie. Tylko skąd w IBM zainteresowanie softwar’em?    
    No właśnie. Przez cały czas IBM postrzegana była w Polsce jako firma hardwaer’owa. Niewielu wiedziało, że przez długie lata IBM był największą firmą software’ową na świecie. Dopiero jakieś 2-3 lata temu stracił ten prymat na rzecz Microsoft’u.

Czyżby fakt kupienia Informix’a przez IBM odbył się z myślą o odzyskaniu utraconej pozycji lidera w oprogramowaniu?    
    IBM zaczął poważnie myśleć o softwarze 4-5 lat temu. W swojej strategii e-biznesowej postawił na oprogramowanie, serwery i usługi. A Informix był w tym bardzo mocny, technologicznie, w aplikacjach na swoje technologie i na rynku systemów Unix’owych (IBM koncentrowała się na systemach Windows i mainframe). Zatem kupienie Informix'a na pewno pomoże pozycji rynkowe IBM.

Wobec tego spróbujmy wyjaśnić w czym rzecz, skąd tak duże zainteresowane działalnością bazodanową i na czym polega jej wyjątkowa rola.    
    Moim zdaniem, i analityków przede wszystkim, część rynku IT związana z bazami danych, będzie rozwijać się najszybciej. Biorąc pod uwagę, że ilość informacji przetwarzanych na formę elektroniczną gwałtownie wzrasta, wydaje się to w pełni uzasadnione.      
    Natomiast na czym polega działalność bazodanowa? Po pierwsze – do tego potrzeba kompletnej infrastruktury software’owej, technologii, która umożliwi przetwarzanie danych o wysokim stopniu skalowalności i zarządzania zbiorami. Po drugie – chodzi o to, by nie tylko połączyć wewnętrzne dane firmy, ale by je również połączyć z danymi zewnętrznymi. Zintegrować informacje i umożliwić ponowny do nich dostęp.
     Nie wystarczy posiadać olbrzymie zbiory danych. Ważne, by połączyć je w taki sposób, aby otrzymywać czytelną wiedzę o operacjach biznesowych.
    Rolą firmy bazodanowej jest więc dostarczyć, w zależności od potrzeb rynku, takie produkty, komponenty, technologie i usługi konsultingowe – wszystko zwane systemami bazodanowymi – które zapewnią sprawne przetwarzanie i zarządzanie bazami danych.

Z tego wniosek, że bazodanowa strategia działalności IBM ma pełne szanse powodzenia rynkowego. Tylko dlaczego Informix, będąc liderem na rynku systemów bazodanowych, sprzedał się konkurencji?
    Nie mnie to oceniać. Zatrudniając się w Informix’ie nie przewidywałem takiego obrotu sprawy. Moim celem było, że postawię firmę na nogi. Stało się inaczej, ale wcale nie uważam, by był to niewłaściwy krok. Informix tracił swoją pozycję do Oracle’a, najpoważniejszego konkurenta. Wiązało się to m.in. z ograniczonymi środkami na walkę marketingową. Natomiast IBM to potęga, środki nie będą przeszkodą w pokonaniu rywala.
    A gdy do tego dodać ludzi, technologię i klientów Informix’a – sukces IBM na rynku bazodanowym murowany.

Z jednym ale. Czy aby na pewno klienci przejdą do IBM? Konkurent może wykorzystać zaistniałą sytuację do ogłoszenia, na przykład, darmowej migracji.
    To w jakimś stopniu jest zawsze możliwe. Ale po pierwsze – od tego są ludzie Informix’a, którzy w całości przechodzą do IBM i będą z nim wspólnie, na całym świcie, dalej promować i sprzedawać dotychczasowe produkty Informix’a. Klienci mają więc zagwarantowane pełne bezpieczeństwo swoich inwestycji. Mało tego, technologie zostaną globalnie wsparte zapleczem IBM i jego strategią, a produkty będą rozwijane i w przyszłości integrowane z produktami IBM.
    Poza tym, produkty Informix’a nie znikają z rynku. Ich nazwy wzbogacą się tylko dodatkowo o markę IBM. Na przykład nowy produkt Informix Financial Foundation – analityczne rozwiązanie bazodanowe zaprojektowane wyłącznie na potrzeby rynków kapitałowych, służące analizie olbrzymich ilości kompleksowych danych, jak choćby bieżących transakcji giełdowych, będzie się teraz nazywał IBM Informix Financial Foundation. A Informix’owa, jak dotychczas jedyna, zintegrowana platforma dla Internetu – IBM Informix Internet Foundation 2000.
 
Myśli Pan, że Internet zawojuje świat, a technologia Informix’a mu w tym pomoże?
     Najpierw uwaga. Internet to tylko sieć – w której znajduje się ogromna ilość treści i danych – i jako takiej nie należy przeceniać. Proszę sobie wyobrazić, że w przeciągu najbliższych pięciu lat przyrost informacji, również w Internecie, będzie większy niż przyrost informacji przez ostatnie pięć tysięcy lat. Aby się połapać w gąszczu tej ogromnej ilości informacji trzeba posiadać łatwy do jej administrowania motor. Inaczej, poza wspomnianą podstawową aplikacją potrzebny jest również kompletny zestaw narzędzi i rozwiązań do e-biznesu (w tym szeroki wybór serwerów) do solidnego i niezawodnego zarządzania multimedialnymi zbiorami danych i ich przechowywania.

Globalne przejęcie Informix'a przez IBM stało się faktem. Do końca roku również w Polsce nastapi pełna integracja. Pańskim zdaniem, wpłynie to na sytuację rynkową IBM?
    Strategia IBM, że nie zrezygnował z technologii Informix’a była jedyną słuszną. Przyniesie IBM zdecydowaną poprawę sytuacji rynkowej. Pozwoli na jeszcze większą skalowalność proponowanych systemów bazodanowych. Co znaczy, że w zależności od potrzeb przedsiębiorstw zapewni oferowanym systemom odpowiednią szybkość, wydajność i rozwój.
    Równolegle oferując swoją linię technologiczną DB2 i stabilną linię technologiczną Informix’a nie straci jego klientów. Funkcjonalność technologii Informix’a będzie odzwierciedlała się w DB2 i odwrotnie.
    A poza tym, taka strategia pozwoliła zaoszczędzić ogromne pieniądze niezbędne na koszty wspomnianej i wielce prawdopodobnej migracji oraz licencji.
     Dodam jeszcze, już teraz na spokojnie, że to nieoczekiwane dla mnie przejęcie Informix’a przez IBM to strategiczny majstersztyk. Znam tę firmę od podszewki i wiem, że jak już zdecyduje się w coś zainwestować, to jest jak walec, nic jej nie zatrzyma. Ale wiem również, że rozpędzić tak duży walec nie jest łatwo.

Jak więc chce Pan ten walec pomóc rozpędzić?
    Jest bardzo dobry wspólny software, technologia, partnerzy biznesowi i środki, by to rozwijać. Natomiast moja w tym głowa, by to wszystko znalazło uznanie u jak najszerszego klienta i bezpośredniego użytkownika. Oczywiście, nie będę zdradzał szczegółów, ale najogólniej chodzi o to, by zdecydowanie więcej uwagi poświęcać klientom końcowym, utrzymywać bliższe z nimi kontakty handlowe, aktywnie wspierać i promować aplikacje partnerów, ponieważ w odróżnieniu od skomplikowanej technologii aplikacje są dla klienta czymś oczywistym i zrozumiałym oraz rozszerzyć usługi konsultingowe, pomoc techniczną i szkolenia.

Bardzo to ambitne, tylko czy starczy Panu czasu na rodzinę, nie mówiąc o relaksie?
    Niejednokrotnie obserwuję, jak ogromna ilość czasu ucieka ludziom przez palce. Też miałem z tym problem. Ale w korporacji nauczyłem się nie tylko dużego biznesu, ale od niedawna, również dobrze zarządzać czasem, nawet jego niewielką ilością. Nie powinienem więc mieć z nim kłopotów – na jedno i na drugie.

(wrzesień 2001)

dodano: 2012-01-05 17:08:08