Chcesz otrzymywać najnowsze wiadomości
Wydarzenia
Szczypta optymizmu

Eugeniusz Możejko


Przedstawiając w Riksdagu program szwedzkiego przewodnictwa w Unii Europejskiej, premier Goran Persson zapowiedział, że ,,Szwecja będzie chciała doprowadzić do przełomu w negocjacjach akcesyjnych”, aby położyć kres podziałowi Europy na Wschód i Zachód. Podobne zapewnienia słyszeliśmy od przedstawicieli wszystkich krajów przejmujących stery UE, w ustach polityków szwedzkich brzmią one jednak bardziej wiarygodnie.
    Premier Szwecji zawsze zdecydowanie wypowiadał się za szybkim poszerzeniem Unii. We wrześniu ubiegłego roku, wespół z premierem Wielkiej Brytanii Tony Blairem, postulował nie tylko szybkie poszerzenie, ale także wyznaczenie daty przyjęcia najlepiej przygotowanych kandydatów. Taką możliwość sugerowała też w jednej z ostatnich wypowiedzi minister spraw zagranicznych Anna Lindh; mogłoby to nastąpić na kolejnym szczycie w Göteborgu. Ostrożniej wypowiadają się politycy niższego szczebla.


Występując ostatnio przed sejmową Komisją Integracji Europejskiej ambasador Szwecji w Warszawie Mats Staffansson podkreślił, że w ocenie szans przyspieszenia konieczne jest zachowanie realizmu. Zaznaczył też, że Szwecja chce przyspieszyć negocjacje ze wszystkimi krajami kandydującymi, ale powtórzył standardową formułę, ze nowi członkowie powinni być przyjmowani wtedy, kiedy będą  do tego gotowi.
    Nie znaczy to, że należy wątpić w szczerość poparcia Szwecji dla projektu szybkiego rozszerzenia Unii Europejskiej. Leży ono także w jej własnym interesie. Wprowadzenie do niej wszystkich państw nadbałtyckich, a więc także Litwy, Łotwy i Estonii, z którymi łączą ją bliskie stosunki –  wzmocni pozycję północnego filaru Unii, a więc i samej Szwecji. Istotne znaczenie ma także to, że poszerzenie Unii popiera ponad 60 proc. szwedzkiego społeczeństwa, dzięki czemu rząd szwedzki nie musi się obawiać żadnych oporów z jego strony. Patrząc z naszego punktu widzenia, można zauważyć, że raczej eurosceptyczne nastawienie Szwedów, bardziej zainteresowanych szybkim poszerzeniem Unii niż pogłębianiem integracji w starym gronie, może lepiej odpowiadać interesom Polski.
    Nie wolno jednak tracić z oczu faktu, że Szwecja, nawet przy najlepszej woli, nie będzie w stanie sama dokonać zapowiadanego przełomu. Zadanie to jest tym trudniejsze, że negocjacje akcesyjne wkraczają w etap, gdy na stole rokowań znajdą się najtrudniejsze tematy, jak ochrona środowiska, swoboda przepływu osób i kapitału, wreszcie – rolnictwo. Oczywiście od kraju przewodniczącego UE sporo zależy. Może on przyczynić się do przyspieszenia tempa rozmów. Może wpłynąć na szybsze opracowywania odpowiedzi na postulaty kandydatów, ale rokowania prowadzimy przecież z całą „15” i w  tym gronie zapadają wiążące decyzje.
    Z dotychczasowych deklaracji polityków szwedzkich wynika, że Sztokholm chce na przykład doprowadzić do ustalenia kompromisu w sprawie prawa Polaków do pracy w Unii i czasu obowiązywania zakazu nabywania nieruchomości przez obywateli Unii w Polsce. W niedawnym oświadczeniu dla PAP premier Persson powiedział też, że wprawdzie negocjacje na temat polskiego rolnictwa mogą być trudne, ale „spróbujemy osiągnąć porozumienie, by nikt me mógł powiedzieć, że Polska jest źle traktowana”. Inne ważne dla Szwecji cele – to kwestie zatrudnienia, które mają być tematem specjalnego szczytu w Sztokholmie planowanego na marzec i ochrona środowiska.

Kosztowne poparcie

W tej dziedzinie poparcie Szwecji może nas drogo kosztować. Do ochrony środowiska Szwedzi przywiązują bowiem ogromną wagę i z pewnością zechcą narzucić kandydatom możliwie najbardziej rygorystycznych normy w tej dziedzinie, zwłaszcza zaś dotyczące czystości rzek wpadających do Bałtyku. Jest to pigułka trudna do przełknięcia dla Polski, o czym najlepiej świadczy dotychczasowy przebieg rokowań na ten temat.
    Ze względu na wysokie koszty dostosowań do norm unijnych Polska wystąpiła w listopadzie ubiegłego roku o ustanowienie 14 okresów przejściowych, odsuwających terminy ich wdrożenia niekiedy o kilkanaście lat.
    W  swoim stanowisku negocjacyjnym, zaprezentowanym na początku grudnia, Unia w niektórych przypadkach odmawia uznania polskich racji, zaś w wielu innych stawia ostre zarzuty. Mówi się między innymi, że Polska nie potrafi ocenić, w jakim zakresie unijne normy ochrony środowiska są przestrzegane ani określić, kiedy będzie w stanie je wprowadzić. Nie wie także, ile to będzie kosztować. W swoim dokumencie domaga się dokładniejszego uzasadnienia naszych postulatów dotyczących okresów przejściowych, wyliczeń kosztów i określenia kalendarza wprowadzania europejskich norm. Negocjatorzy strony unijnej zaznaczają, że od terminu odpowiedzi na te pytania zależy, czy negocjacje w rozdziale ochrona środowiska można będzie zamknąć w  połowie przyszłego roku, jak to zakłada harmonogram rokowań Komisji Europejskiej.
    Ostra ocena polskiej polityki w dziedzinie ochrony środowiska wydaje się niesprawiedliwa. W 1999 r. wydaliśmy na to 11,5 mld zł (3 mld euro). Nakłady na ekologiczne inwestycje wyniosły 8,6 mld zł. Efekty inwestycyjne to 366 nowych oczyszczani ścieków o łącznej wydajności o 23 proc. większej niż w 1998 r. Przybyło urządzeń do redukcji zanieczyszczeń pyłowych i gazowych, instalacji do utylizacji odpadów. Podejmowany wysiłek jest duży, ale potrzeby nadal ogromne, zwłaszcza potrzeby mierzone unijnymi standardami.
    Według wyliczeń polskich ekspertów dostosowanie do unijnych regulacji w dziedzinie  ochrony środowiska będzie kosztować 35-40 mld euro. Przy obecnej skali wydatków na ochronę środowiska „gonienie” w tej dziedzinie Europy musiałoby trwać wiele lat, chyba że sama Unia przyjdzie nam z większą pomocą. Na przykład dostosowanie do dyrektyw o czystości wód polscy eksperci oceniają na 18 mld euro, a według zgłoszonego przez Polskę stanowiska, mogłoby to nastąpić za 13 lat.
    Wielce kłopotliwy jest  postulat Unii, aby cale terytorium Polski uznać za obszar ,,wrażliwy”, gdzie powinny obowiązywać najostrzejsze normy. Tłumaczy się to tym, że Polska leży w zlewisku Bałtyku, a na czystości jego wód szczególnie zależy Szwecji, Danii, Finlandii i Niemcom.
    Po ostatniej sesji negocjacyjnej w Brukseli, podczas której tematem była także ochrona środowiska, Unia ponownie wezwała Polskę do przyspieszenia dostosowań w tej dziedzinie, a przynajmniej szybszego i staranniejszego opracowywania planów tych dostosowań.

Praca...

Szwecji niełatwo przyjdzie spełnienie obietnic doprowadzenia do kompromisu w dwóch innych trudnych dziedzinach rokowań:  prawa do zatrudnienia Polaków w krajach Unii i możliwości zakupu ziemi przez jej obywateli w Polsce.
    Według ostatnich deklaracji rzeczników Komisji, a przede wszystkim przedstawicieli najbardziej zainteresowanych krajów – Niemiec i Austrii – Unia wystąpi o czasowe ograniczenie prawa Polaków do legalnej pracy na zachodzie Europy, chociaż proponowane restrykcje wyglądają mniej rygorystyczne niż można się było spodziewać po wcześniejszych enuncjacjach.
    Według nieoficjalnych i fragmentarycznych informacji (nowy projekt stanowiska UE w negocjacjach z Polską o swobodnym przepływie osób Komisja Europejska oficjalnie przedstawi do marca br.) Unia zaproponuje  otwarcie rynków pracy trzynastu krajów członkowskich – prócz Niemiec i Austrii, gdzie ograniczenia obowiązywałyby jedynie w niektórych zawodach (w budownictwie, handlu, służbie zdrowia). Jednocześnie ustalono- -by limity napływu imigrantów z poszczególnych krajów kandydujących. Gdyby limity te nie zostały wyczerpane, ograniczenia mogłyby być łagodzone, a nawet zniesione.
    Na temat prawa do pracy nie-spodziewanie wypowiedział się sam kanclerz Gerhard Schroeder, który 18 grudnia zapowiedział, że Niemcy wystąpią do UE o odroczenie na siedem lat po wejściu do UE prawa Polaków do podejmowania legalnej pracy w krajach ,,15”. Także Schroeder obiecał, że ograniczenia okresu przejściowego będą elastyczne.
    Rząd Austrii na razie nie ustali jeszcze stanowiska w tej sprawie, a poza Niemcami i Austrią żaden z krajów nie wypowiedział się wyraźniej na ten temat.
    Do większej ustępliwości strony unijnej w kwestiach zatrudnienia  niewątpliwie skłania poprawa sytuacji na europejskich rynkach pracy. Być może przyczynił się do tego także raport Komisji ogłoszony w końcu marca ubiegłego roku, w którym wykazano, że otwarcie rynku pracy nie spowoduje masowej emigracji z Polski i innych krajów kandydujących (pisaliśmy o tym w listopadowym numerze „Prestiżu”) oraz wskazano, że pewna liczba imigrantów będzie nawet niezbędna dla utrzymania wzrostu gospodarczego w Unii.
    Polski rząd nadal stoi na stanowisku, że z dniem przystąpienia kraju do UE prawo do pracy w innych krajach członkowskich nie powinno być w żaden sposób ograniczone. Porozumienie w tej sprawie powinno nastąpić już z wiosną, aby rozmowy o swobodnym przepływie osób mogły zakończyć się w pierwszej połowie przyszłego roku. Inaczej zostałyby przesunięte  do końcowej fazy negocjacji, kiedy polscy negocjatorzy działaliby pod presją czasu.

...za ziemię?

Zgodnie z harmonogramem rokowań, w pierwszej połowie przyszłego roku powinny zakończyć się także negocjacje o swobodnym przepływie kapitału, z czym wiąże się sprawa zakupu ziemi przez obywateli Unii. Jak wiadomo, polski rząd wystąpił o 18-letni okres przejściowy przed wprowadzeniem wolnego obrotu gruntami rolnymi i pięcioletni w przypadku gruntów pod inwestycje. Stanowiska te stanowczo odrzucają wszystkie kraje członkowskie.
    Z ich strony wysuwa się koncepcje, aby o długości okresu przejściowego w tej dziedzinie decydował czas wyrównywania się cen ziemi.         
    W opracowywanym obecnie przez Komisję Europejską stanowisku Unii ma znaleźć się propozycja, aby rynek nieruchomości w Polsce był po przystąpieniu do UE liberalizowany stopniowo, tak aby po 5–7 latach obywatele innych krajów członkowskich mogli kupować w Polsce wszelkiego rodzaju grunty. Nieoficjalnie wiadomo, że dla strony unijnej byłoby do przyjęcia ustalenie maksymalnej powierzchni gruntów, jakie mogą nabyć obywatele Unii i stopniowe zwiększanie tego pułapu do pełnego otwarcia rynku. Możliwe byłoby też utrzymanie ograniczeń w regionach, gdzie ceny nieruchomości będą wyjątkowo niskie. Unii trudno byłoby się natomiast zgodzić na ograniczenia dotyczące terenów należących przed wojną do Niemiec.
    Możliwe są wreszcie różnego rodzaju szczegółowe ograniczenia w zakupie ziemi, stosowane także w krajach UE, muszą one jednak obowiązywać zarówno cudzoziemców, jak i Polaków.
    Jeśliby Polska przyjęła warunki Unii, negocjacje o swobodnym przepływie kapitałów mogłyby zostać zamknięte już w lecie tego roku. Na kompromis w tym zakresie polskim władzom będzie, z różnych względów, trudno się zdecydować.
    Odsuwanie ostatecznych rozstrzygnięć w najtrudniejszych problemach (do tej kategorii będzie należało także ustalenie warunków integracji polskiego rolnictwa) na ostatnią fazę negocjacji jest ryzykowne. Polska może wtedy stanąć przed trudnym wyborem: zakończyć w wyznaczonym sobie samym terminie już na przełomie 2001 i 2002 r., czy w każdym razie do końca 2002 r., jak zakłada strona unijna czy ryzykować wypadnięcie z pierwszej grupy nowych członków.
    W Nicei premier Jerzy Buzek wręczył przywódcom ,,15” plan zakończenia rozmów za przewodnictwa Szwecji w jedenastu z szesnastu dotychczas otwartych rozdziałów, a więc w ciągu bieżącego półrocza. Należą do nich omówione tutaj trzy dziedziny, ale trudnych problemów jest więcej. Wymaga to zdecydowanego przyspieszenia całego procesu. Jak słusznie zwracają nam uwagę przedstawiciele władz Unii i krajów członkowskich (Szwecji nie wyłączając), zależy to w głównej mierze od nas samych, ale także zaangażowania drugiej strony w proces rozszerzenia.
    Po szczycie w Nicei można przyjąć, że Unia jest rzeczywiście zdecydowana dokończyć negocjacje z najbardziej zaawansowanymi w przygotowaniach kandydatami przed upływem 2002 r. i być gotowa do przyjęcia nowej grupy członków z początkiem następnego roku. Pewnym optymizmem napawa też fakt ożywienia na odcinku praktycznych rokowań. Wbrew wcześniejszym oczekiwaniom ostatnio udało się zamknąć rozdział polityki audiowizualnej. Do zakończenia zbliżają się – o wiele ważniejsze – rokowania na temat swobodnego przepływu towarów. Są szanse na zamknięcie dalszych, jak harmonizacja systemu podatkowego, polityki społecznej, o unii celnej. W kwestii członkostwa nic jednak nie jest przesądzone – zgodnie z brukselską maksymą: nic nie jest uzgodnione, dopóki wszystko nie jest uzgodnione.

(luty 2001)

dodano: 2012-01-05 07:59:30