Chcesz otrzymywać najnowsze wiadomości
Wydarzenia
Stowarzyszenie Kreatywnych Inżynierów

Z PAWŁEM HAJDUKIEM, Wiceprezesem Zarządu Hajduk Group Sp. z o.o. - siostrzaną firmą Spółki Akcyjnej SIGMA z siedzibą w Baraku k. Lublina, nominowaną do Nagrody Prestiżu RENOMA ROKU 2012 w kategorii Wynalazca wraz ze Spółka Akcyjną Lubelski Węgiel BOGDANKA - rozmawia Jerzy Byra

Jan Hajduk, górnik, po 14 latach pracy w śląskich kopalniach węglowych i kilku na Węgrzech, w 1996 powołał do życia prywatną firmę Sigma. Postawił sobie za cel działalność w zakresie projektowania oraz produkcji maszyn, urządzeń i kompleksowych technologii dla potrzeb przemysłu wydobywczego. Siedzibę i powstałe biuro konstrukcyjne ulokował w kilku pomieszczeniach budynku kopalni Bogdanka. I choć pierwsze opracowane rozwiązania wcale nie były dla Bogdanki, to z czasem ona stała się najważniejszym partnerem. Dzisiaj Sigma to nie tylko biuro konstrukcyjne, ale również produkcja własnych maszyn i urządzeń. Na liście Instytutu Nauk Ekonomicznych PAN, Sigma znajduje się jako jedno z najbardziej innowacyjnych przedsiębiorstw z segmentu małych i średnich przedsiębiorstw oraz najbardziej innowacyjnych produktów. Do konkursu o Nagrodę Prestiżu RENOMA ROKU Sigma zgłosiła projekt: Modułowa podpora wnęk ścianowych PEGAZ, zrealizowany i wdrożony przez Lubelski Węgiel Bogdanka SA. Jak doszło do powstania firmy i wdrożenia projektów rozmawiamy z Pawłem Hajdukiem, synem prezesa Sigma SA, Jana Hajduka. I tu wyjaśnienie, dlaczego to syna poprosiliśmy o rozmowę. Otóż wiedzieliśmy, że w zarządzaniu firmą bierze udział dwóch synów prezesa. Uznaliśmy więc, że ciekawsze będzie, jeśli ocenę działalności Ojca, rozwój i osiągnięcia stworzonej przez niego firmy przedstawimy w rozmowie z jednym z synów, Pawłem Hajdukiem.  

JERZY BYRA
Za co, z zawodowego punktu widzenia, ceni Pan Ojca najbardziej?


PAWEŁ HAJDUK
Ciężko chwalić własnego ojca, ale muszę powiedzieć, że jest to człowiek z wizją i niesamowitym poczuciem obowiązku. Kiedy trzeba, potrafi być krytyczny, ale też bardzo potrafi zmotywować zespół. Po prostu, jego praca z ludźmi, to jest coś nie do przecenienia. Ale wizjonerstwo przede wszystkim. On już w tej chwili myśli co będzie w górnictwie za 10-15 lat, w jakim kierunku to pójdzie. Na przykład w tej chwili pracujemy z kopalnią Bogdanka, nad kolejnym, bardzo innowacyjnym rozwiązaniem, które może zrewolucjonizować górnictwo. Szczegółów projektu  na razie nie zdradzę, ponieważ  jesteśmy w fazie koncepcyjnej. Powiemy, jak projekt zostanie zatwierdzony i zaczniemy go wdrażać.

Za to możemy zdradzić co to takiego: Modułowa podpora wnęk ścianowych  PEGAZ. Wspólnie, przez Sigmę i Bogdankę, zgłoszony projekt, wdrożony w czerwcu br. i teraz nominowany do Nagrody Prestiżu w kategorii Wynalazca.
    To urządzenie stojakowo podporowe stosowane w celu zapewnienia utrzymania stropu. Taka specjalna obudowa  przeznaczona do mechanizacji zabudowy wnęki pomiędzy sekcją skrajną obudowy ścianowej  a chodnikiem przyściennym. W tym miejscu był odwieczny problem co z tym odcinkiem robić. Wydawał się nie do rozwiązania. To miejsce okasztowywano  i podkładano drewnem, ale nie gwarantowało dostatecznego zabezpieczenie ludzi, którzy musieli tam wchodzić.

Panie Prezesie, na wstępie proszę jeszcze sprostować posiadane dane. W rekomendacji Marszałka Krzysztofa Hetmana, była tylko mowa o Sigmie
i strugu,  a w waszym wniosku występuje podpora modułowa wspólnie z kopalnią Bogdanka.

     Dla ludzi spoza branży takie uogólnienie jest jak najbardziej akceptowane. Podany przez Pana Marszałka strug proszę traktować jako takie uogólnienie. W naszym wniosku, potwierdzającym udział w konkursie o Nagrodę Prestiżu, uszczegółowiliśmy rekomendację, że nasz projekt działa w kompleksie strugowym. A kompleks strugowy to jest: sam strug, plus przenośnik do niego, plus obudowy zmechanizowane, plus jeszcze wiele innych rzeczy no i ten nasz mały fragmencik, podpora modułowa. Ona działa, jako uzupełnienie całego kompleksu strugowego i została wdrożona we współpracy z kopalnia Bogdanka.
    Strug kosztował Bogdankę ok. 160 mln. złotych. Nasze urządzenie, jako uzupełnienie całego kompleksu, to może promil tej kwoty, ale to bardzo ważne uzupełnienie.

Czy Pegaz został stworzony tylko z myślą o kopalni Bogdanka?
    Projekt został zrealizowany z inspiracji Bogdanki i w niej wdrożony. To program pilotażowy Bogdanki. Zrobiliśmy dla nich prototyp, oni go wypróbowali i wdrożyli. Teraz robimy kolejne dwa Pegazy:  dla Bogdanki i dla Śląska. A w ogóle, to  może być stosowany wszędzie tam, gdzie w podziemnych wyrobiskach zakładów górniczych niemetanowych i metanowych, występuje niebezpieczeństwo wybuchu metanu oraz zagrożenie wybuchem pyłu węglowego. I cieszy nas, że jest nim duże zainteresowanie.

Proszę, najkrócej jak można, ocenić efekty wdrożenia projektu.
    W całym kompleksie ścianowym, wartym kilkadziesiąt milionów, to nasze urządzenie nie jest duże. Może znacząco nie zwiększyło wydobycia węgla, ale na pewno pozwoliło na szybsze tempo prac i poprawiło bezpieczeństwo załogi. Dzięki naszej obudowie wszystkie prace są tam teraz w pełni zmechanizowane. Ludzie nie muszą już wchodzić pod ten obszar, wcześniej  de facto niczym nie zabezpieczony.
    Zastosowanie modułowej podpory wnęk ścianowych Pegaz rozwiązało więc problem konieczności ręcznej zabudowy obszaru (wnęki) i skróciło czas zabudowy, a przez to wydłużyło efektywny czas pracy struga i znacząco wpłynęło na poprawę bezpieczeństwa w obszarze wnęki. Nasz Pegaz ma również wpływ na obniżenie kosztów, jest energooszczędny i wyeliminował konieczność zastosowania dużej ilości drewna na wykładkę.

Skąd nazwa Pegaz?
    Konstrukcja trochę przypomina konia. Stąd skojarzenie z mitologicznym Pegazem, przy pomocy którego Heros pokonał Chimerę.

Kompleksowym dostawcą większości maszyn i urządzeń górniczych dla kopalń, w tym Bogdanki, jest Caterpillar, potentat światowy w branży górniczej. On nie mógł dostarczyć takiego urządzenia?
    Caterpillar to koncern globalny, który przejął firmę Bucyrus, która produkowała kompleksowe maszyny i urządzenia do wydobycia węgla. Teraz Caterpillar poza maszynami budowlanymi robi maszyny dla górnictwa odkrywkowego i w tej chwili dla górnictwa podziemnego. A dlaczego nie ma w swojej kompleksowej ofercie podpory, nie wiem. Może ten problem był dla nich za mały, żeby się nim zająć, albo nie potrafili go rozwiązać. Sigma jest dużo mniejszą firmą i zgłoszony przez Bogdankę problem do rozwiązania stał się dla nas ważnym innowacyjnie wyzwaniem.

Domyślam się, że Ojciec Prezes był wtedy w swoim żywiole.
    Dla niego to był samograj. On uwielbia takie wyzwania. Pod ziemią, wraz z ludźmi z Bogdanki, wszystko przeanalizował i z zespołem naszych konstruktorów przystąpili do prac nad prototypem. Chcę przy tym podkreślić, że gdyby nie kultura techniczna ludzi z Bogdanki i innowacyjna postawa kierownictwa kopalni, rozwiązanie tego problemu nie byłoby możliwe. Od tych ludzi można się było i można dużo uczyć. W efekcie konstruktywnego współdziałania, rozwiązaliśmy problem i produkujemy urządzenie, którego firma Caterpillar, światowy potentat, nie ma w swojej ofercie.  

Skoro podpora to Wasz wspólny projekt, Sigmy i Bogdanki, proszę przybliżyć co sprawia i decyduje, że przemysł tak harmonijnie i efektywnie współpracuje z nauką.
    Wynika to z dużej świadomość i odpowiedzialności za firmę całej załogi Bogdanki. Nie tylko zarządu, kierownictwa, ale właśnie całej załogi. Dzięki takiemu podejściu oni osiągają tak dobre wyniki. U nich cały czas jest myślenie do przodu. Są trzy pola wydobywcze: pole Bogdanka, pole Stefanów
i Nadrybie. Pole Stefanów jest najnowszym i mówi się już o kolejnych. Można powiedzieć, że w tej chwili to nie jest jedna, a trzy kopalnie. Dyrekcja oczywiście jest jedna, bo po co generować koszty. Kierownikami tych pól są panowie: Karlikowski, Kwiatkowski i Masiakiewicz. Oni mają pod sobą tysiące ludzi. Każdy zarządza swoim odcinkiem i zgodnie z nomenklaturą są dyrektorami kopalni. Nad nim jest naczelny inżynier Janusz Chmielewski, który spina to w całość i dopiero nad nimi zarząd.
Na zdjęciach:
Jan Hajduk,
prezes Sigmy SA (z lewej)
i Mirosław Masiakiewicz,
szef pola Stefanów, kopalni Lubelskiego Węgla „Bogdanka” SA, po otrzymaniu dyplomów z nominacją do Nagrody Prestiżu RENOMA ROKU 2012
w kategorii Wynalazca.

Fot. Łukasz Kaczanowski 









Natomiast Sigma, firma konstrukcyjno-produkcyjna, działająca na rzecz górnictwa, od lat współpracująca z kopalnią Bogdanką stara się wychodzić naprzeciw jej potrzebom. Taka jest nasza filozofia. Słuchamy użytkowników naszych projektów i dlatego wiele naszych rozwiązań jest realizowanych tylko na potrzeby danej kopalni. Na przykład przychodzi do nas naczelny inżynier Bogdanki i mówi, że ma problem z tym i tym odcinkiem, i czy możemy mu pomóc. Albo przychodzi i mówi, że ma pomysł i wie, jak go rozwiązać, potrzebuje tylko by mu to rozrysować, bo resztę już zrobi jego biuro konstrukcyjne. Takie wzajemne zrozumienie  sprawia, że współpraca się zacieśnia. W ten sposób powstaje też  bardzo wiele naszych rozwiązań. W odpowiedzi na ich potrzeby, propozycje, pomysły. Z podporą modułową było bardzo podobnie, stąd to wspólne zgłoszenie.

Świadczy to, że innowacyjna i efektywna współpraca nauki i przemysłu jest możliwa. Cieszy tym bardziej, gdy inspiracja innowacyjnych rozwiązań wychodzi od przemysłu.
    Bardzo sobie chwalimy współpracę z Bogdanką, ale jej efekty to nie jest 100 procent naszej działalności. Bardzo dużo w niej naszych własnych rozwiązań autorskich. Ale w przypadku podpory oczywiście tak jest. Zresztą, ludzie z kopalni Bogdanka mają w ogóle bardzo innowacyjne podejście
i myślenie w celu zwiększenia efektywności gospodarowania i rozwoju. Nie bali się spróbować zrobionego prototypu. Potrafili go zastosować, zgłosić konstruktywne uwagi, bo wiadomo, że prototyp ma swoje prawa. Były więc jakieś poprawki, my je poprawiliśmy i gotowe urządzenie wróciło na kopalnie. Teraz wszystko działa i do tej pory nie mają uwag. Takiego myślenia, jak w Bogdance, brakuje wielu kopalniom. W Bogdance ludzie nie boją się próbować nowych rozwiązań.
 
Żeby rozwiązywać tak złożone problemy techniczne, nie wystarczy doświadczenie Prezesa. Do tego potrzeba zespołu ludzi, którzy rozumieją specyfikę branży. Wasze Biuro Konstrukcyjne jest bardzo liczne. Żeby pozyskać do niego odpowiednich ludzi trzeba było chyba nie lada zabiegów?
    Dzięki temu, że prezes plus paru ludzi, którzy są w tej chwili na kierowniczych stanowiskach pracowało wcześniej w górnictwie lub w tak zwanej ochronie środowiska sprawia, że mamy pojęcie o tym jak skutecznie rozwiązywać z tą branżą związane problemy. Ci ludzie z doświadczeniem są nie do przecenienia. Oni potrafią szybko zweryfikować czy rozwiązanie techniczne które nasi koledzy z działu konstrukcyjnego zaproponują sprawdzi się na dole czy nie.
    A jeśli chodzi o dział konstrukcyjny to mamy bardzo młodych ludzi. To są wszystko właściwie nasi wychowankowie. W większości jest to ich pierwsza praca. W 95 proc. są to ludzie po Politechnice Lubelskiej, ale także po AGH, WAT i Politechnice Warszawskiej. Ich specjalizacje to: mechanika, automatyka, elektryka, ale głównie mechanicy. Kierownik działu konstrukcyjnego Jacek Chmielewski, jest po Politechnice Warszawskiej i czuwa nad wszystkim. To bardzo młody człowiek i to jego u nas pierwsza praca zawodowa.  Zaczynał jako konstruktor. Teraz jest dyrektorem działu konstrukcyjnego. To człowiek z wizją, pasją i zapałem do konstruowania.

W obrębie Sigmy funkcjonuje firma Hajduk Group sp. z o.o. W kwietniu 2011 r., minister gospodarki nadał spółce status Centrum Badawczo-Rozwojowego. Pan jest jej wiceprezesem. Z myślą o czym została powołana?
    Hajduk Group, to nasza siostrzana firma. Jej zadaniem są prace projektowe, badawcze i rozwojowe oraz pionierskie rozwiązania z zakresu: górnictwa, energetyki i ochrony środowiska. Jej nowy status nobilituje ją zewnętrznie i narzuca utrzymanie kierunku innowacyjnego. Realizowane przez nią projekty będą w jednej trzeciej związane z własnymi potrzebami, reszta  na potrzeby  kontrahentów zewnętrznych. Jej prezesem jest obecnie Artur Szyszka.
 
Pan Jan Hajduk, prezes Sigmy, firmy matki włącza się w prace Hajduk Group?
    Oczywiście. Nie tylko jako główny udziałowiec. Czynnie uczestniczy w pracach konstrukcyjnych, Na przykład teraz wdrażamy na Śląsku kolejne z naszych rozwiązań, w kopalni Krupiński. Pojechał więc tam na dół, pod ziemię, zresztą często jeździ na dół, by samemu sprawdzać poszczególne wdrożenia. Czternaście lat przepracowanych w górnictwie, pod ziemią, sprawiło, że czuje wewnętrzną potrzebę sprawdzenia samemu czy tam na dole wszystko działa, jak należy. Uważa, że to jego obowiązek górnika dołowego, potem sztygara odpowiedzialnego za pracujących pod ziemią górników. Zaczynał w kopalniach wałbrzyskich, dzisiaj już zamkniętych.

Praca konstrukcyjna w powołanej firmie to skomplikowana technicznie materia. Co decyduje, że Ojciec widzi więcej?
    To taki niezwykły technicznie samorodek i wizjoner. Zapewniam pana, że w dotychczasowej działalności firmy nie było nietrafionych decyzji. Poza tym, że Ojciec ma ogromną wiedzę praktyczną i konstrukcyjną, ma przede wszystkim niezwykłą intuicję.

Czy to, że Pan pracuje u boku Ojca, to też jego decyzja? Czy to może już Pańska intuicja sprawiła, że tak się stało?
    W firmie pracuję prawie 10 lat. W miarę możliwości, już w czasie studiów udzielałem się w firmie. I wie Pan, że nie przypominam sobie, jak to dokładnie było. Skończyłem zarządzanie. Jestem rocznik ’80. Jeśli chodzi o kierunek studiów, to sam  jakoś od początku o nim myślałem. Być może sądziłem, że skoro jest prywatna firma, to takie kwalifikacje przydadzą się ojcu w jej prowadzeniu. Choć nie pamiętam, by ojciec jakoś naciskał mnie w tej sprawie. A zaczynałem, jak każdy inny, bez taryfy ulgowej, od kserowania dokumentacji. U ojca musiałem sobie zapracować na wszystko. Nie było łatwo, a może nawet trudniej niż innym pracownikom, bo ojciec uważał, że od rodziny trzeba wymagać więcej. Zatem, możliwość praktykowania w firmie, na którą mi ojciec pozwolił, była dużą szansą zawodową, którą wykorzystałem i w dalszym ciągu wykorzystuję.

Brat również pracuje w Sigmie. Wraz z Ojcem stanowicie więc silny team zarządzający.
    I dobrze się nam współpracuje. Brat Wojciech, rocznik ’84, odpowiada za logistykę, ja zajmuję się częścią finansową, również wnioskami o dotacje unijne. A ojciec ma 52 lata i jest oczywiście prezesem firmy. Wprawdzie czasami rzuca takie stwierdzenie, że już wybrałby się na emeryturę. Ale to przewrotna poza. Jest zbyt żywiołowym człowiekiem i bardzo związanym z pracą, by mówił to poważnie. Wiemy, że jeszcze długo będzie nam tu „służył”. Czasem też mówi, że pora przekazywać interes kolejnemu pokoleniu, ale my wiemy na co go stać. Zwłaszcza przy takim jego wizjonerstwie. Nawet powiem, że on nie jest dwa kroki przed nami, a co najmniej siedem. Cały czas analizuje i myśli o przyszłości.

Piękne uznanie. Pewnie się Ojciec ucieszy, jak to przeczyta. Ale przejdźmy jeszcze do waszej działalności wynalazczej. Wasze portfolio jest niezwykle
bogate. Wiodącą pozycję na rynku polskiego górnictwa węglowego Sigma SA zdobyła dzięki skutecznemu wdrożeniu innowacyjnych urządzeń. Widać to chociażby po liczbie wdrożeń, nowych patentów i wzorów użytkowych.  I co by ich nazwy nie miały znaczyć: zespół podajników BOA, najazdowe stacje zwrotne WARAN i ŻBIK, przenośniki podścianowe KOBRA, PYTON, wentylatory lutniowe i inne są unikatowe w polskim i światowym górnictwie. W całości opracowane na podstawie polskiej myśli technicznej. Oprócz tego produkujecie wysokiej jakości linie do sortowania odpadów. Sigma SA znana jest również jako wiarogodny partner w branży ochrony środowiska.  
 
    Sigma została założona w 1996 roku. Od tamtej pory działa w otoczeniu górnictwa. Dla niego projektujemy i produkujemy maszyny. 7 lat temu znacznie zmniejszyła się liczba kopalń. Zostały pozamykane, w większości słusznie. Została więc podjęta decyzja o dywersyfikacji działalności i weszliśmy w branżę ochrony środowiska. Wydaje mi się, że z sukcesem działamy na tym polu. Ostatnio rozszerzamy swój asortyment i powoli wchodzimy w energetykę konwencjonalną i niekonwencjonalną. Czyli na przykład robimy pewne instalacje dla elektrowni.
    Chcemy też bardziej ofensywnie wejść w stronę odnawialnych źródeł energii. Stąd konstrukcja wiatraka, takiej małej elektrowni wiatrowej na potrzeby jednego domu lub gospodarstwa. Na realizację tego projektu zdobyliśmy unijne pieniądze. Pracujemy też nad koncepcją biogazowni na odpady komunalne. Wygląda to jak kontener, który pozwoli nam podjechać do klienta, postawić taką instalację na np. pół roku i w ten sposób przetestować czy opłaca mu się budować taką konwencjonalną biogazownię. Inaczej mówiąc czy te jego śmieci gazują, czy nie i, czy taka kontenerowa biogazownia może dostarczyć mu tańszej i potrzebnej energii. Te wszystkie nasze projekty stanowią ważną część naszej sprzedaży. Górnictwo jest jednak w dalszym ciągu wiodące. Można powiedzieć w stosunku procentowym 60 do 40.

Sprzęt górniczy sprzedajecie również za granicę. Do Rosji, Ukrainy, Białorusi, Czech, Grecji, Wietnamu, Hiszpanii, Kolumbii i Argentyny?

    To prawda. Choć nie jest to sprzedaż jakoś szczególnie imponująca. Ale na przykład nasi ludzie są nawet w tej chwili na montażu w Argentynie. Do Wietnamu i Hiszpanii też sprzedawaliśmy. Głównie systemy przodkowe. To znaczy, nie robimy kombajnów, które drążą ścianę, tylko przenośniki. Nazywają się PTB-BOA, są to szyny na których jest podwieszany podajnik, później za nim palety do podwieszania aparatury elektrycznej. Generalnie, jesteśmy w stanie dostarczyć wszystko co za kombajnem, z wyjątkiem elektryki.

Firma ma 16 lat. Na początku mieściła się w kilku pokoikach biura Lubelskiego Węgla Bogdanka. Nie miała własnej produkcji ale od razu dział konstrukcyjny. Projektowaliście wszystko u siebie. Kiedy zapadła decyzja, że jednak uruchamiacie własną produkcję?

    Około 2000 roku. Wtedy też rozbudowaliśmy dział konstrukcyjny ponieważ podwykonawcy nie dawali nam takiej jakości na jakiej nam zależało. To wtedy zapadła decyzja, że się wyprowadzamy z Bogdanki. Tutaj, gdzie rozmawiamy, udało się nam kupić ziemię i od razu zapadła decyzja o budowie hali. Jeśli dobrze pamiętam jesteśmy tutaj od 2001/2002 roku. Cały czas się rozbudowujemy, poszerzamy zaplecze techniczne i inżynieryjne.
    Tu sami wytwarzamy wszystkie nasze produkty. Czasami posiłkujemy się kooperacją, a więc może nie 100, a 80 proc. robimy sami. Wiadomo, że silniki czy jakieś bardziej skomplikowane części podzlecamy, bo przecież nie możemy wykonywać wszystkiego. Ale wszystko co możemy, staramy się robić sami, ze względu na jakość, na której bardzo nam zależy. Choć przypuszczam, że niektóre rzeczy można by było robić taniej w mniejszych firmach, ale dla nas najważniejsza jest jakość i bezpieczeństwo. I na tym u nas się nie oszczędza.

Nie skorzystaliście na rozbudowę ze środków unijnych?
    Skorzystaliśmy i dalej korzystamy. Z tym, że tylko wtedy gdy jest tego  potrzeba. Teraz staramy się o kolejne środki, bo chcemy rozbudować i wybudować kolejną halę. Mamy tyle pracy, że ciężko nam się tutaj pomieścić z produkcją. Ziemię już mamy, obok. Poza tym, za unijne pieniądze kupiliśmy nasz najnowszy nabytek, po tej stronie Wisły, najnowocześniejszy laser światłowodowy. Bardzo precyzyjny, bardzo szybki i dzięki niemu możemy bardzo szybko realizować zlecenia i w najwyższej jakości.

Po tym wszystkim co Pan powiedział, dobrą puentą określającą wasze działania jest nazwa powstałego w Sigmie Stowarzyszenia Kreatywnych Inżynierów. I choć ma za zadanie wyróżniać i doskonalić najlepszych, trafnie również oddaje wasze innowacyjne osiągnięcia. Z tym też wiąże się chyba powiedzenie Prezesa, żeby „unikać niedowiarków”?
    Szef zawsze mówi, że jeśli jest problem, to ludzie na Bogdance wiedzą jak go rozwiązać. W innych kopalniach, nie generalizując, gdy wiedzą, że jest problem, to też  już wiedzą dlaczego się nie da go rozwiązać. Dlatego Bogdankę stawiamy za wzór współpracy i innowacyjności. 
    To, że mają tam dobry system zarządzania i odpowiedzialne podejście zarządu do intensyfikowania efektywności stanowi, że odnieśli taki sukces. Tam wszyscy utożsamiają się z firmą. Zarząd nie myśli o tym jak maksymalizować zyski tylko jak rozwijać firmę. Oni bardzo dużo inwestują w ludzi. Poza tym przy zakupie nie stosują kryterium 100 proc. cena. Gdybyśmy w prywatnym życiu stosowali to kryterium, wszyscy jeździlibyśmy maluchem, bo jest najtańszy, ale z oczywistych powodów nie jeździmy. Bogdanka kupuje więc sprzęt dobry, nie najtańszy, tylko optymalnie dobry.

Postawa czysto racjonalna.
    Myślę, że o takim tam postępowaniu i działaniu decydują inne względy. Gdy powstawała kopalnia, znaleźli się w niej całkowicie nowi ludzie, którzy nie byli skażeni rutyną. Przyszli tu do pracy, tutaj tej roboty się uczyli i wypracowali sobie swoją kulturę organizacyjną, która, jak widać się sprawdza. Dotyczy to pierwszego zarządu z dr Stachowiczem na czele i drugiego, gdy prezesem był Mirosław Taras. I ufam, że tak będzie za Zbigniewa Stopy, nowego prezesa, który od początku pracy zawodowej związany jest z Bogdanką. W niej przeszedł wszystkie szczeble kariery od stażysty pod ziemią do Kierownika Działu Robót Górniczych.w kopalni. Wierzę, że pod jego kierownictwem będzie utrzymana linia wizjonerstwa i rozwoju. Rola zarządu i załogi Bogdanki jest nie do przecenienia.

Dziękuję za rozmowę.
 

dodano: 2013-03-06 10:50:00