Chcesz otrzymywać najnowsze wiadomości
Wydarzenia
Rzeczpospolita Bednarska

Z KRYSTYNĄ STARCZEWSKĄ, dyrektor Rzeczypospolitej Szkolnej Obojga Terytoriów
rozmawia Jerzy Byra


Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie. To znane z epoki odrodzenia powiedzenie nabiera dzisiaj szczególnego znaczenia. W dobie kryzysu państwa (rozkład moralny, korupcja i niekompetencja władzy) staje się bodaj najważniejszym zadaniem dla naprawy Rzeczypospolitej.  

    By potwierdzić taki stan rzeczy warto przytoczyć ostatnią wypowiedź Jacka Kuronia dla „Przekroju”. Przyznał w niej, że był przygotowany do obalenia państwa, a nie do tego, żeby nim rządzić. I dlatego teraz, jako emerytowany rewolucjonista, powiada: „Nie zdobywajcie władzy, zdobywajcie edukację. Organizujcie ruch edukacji mas. Pozwalajcie rządzić komukolwiek, byle nie rządził w edukacji. A to da się wywalczyć, wymóc na tych władzach!".
    Na pocieszenie Kuroniowi i tym wszystkim, którym leży na sercu naprawa Rzeczypospolitej zaprezentujemy już istniejący przykład takiej edukacji. To na dowód, że mamy takich ludzi, którzy w 1989 r., mimo iż mieli możliwość wejścia do władzy, na tej władzy tylko wymogli realizację swoich autorskich wyobrażeń o oświacie.
    W rezultacie powołali szkołę marzeń. Z własną konstytucją i wszystkimi strukturami dobrze rozwiniętego demokratycznego państwa. Szkołę kształcącą i przygotowującą do życia w systemie obywatelskim.
    Przedstawimy ją w dużym skrócie, ku pokrzepieniu serc i w nadziei, że jeszcze nie wszystko w tej Rzeczypospolitej złe i stracone. Dzięki niej, jeśli nie w III RP, to już w następnej będziemy mieć dobrze przygotowanych ludzi do mądrego i sprawnego kierowania państwem.
    To szkoła naprawdę warta propagowania i wsparcia materialnego. Bo to szkoła oryginalna i wyjątkowa, tak jak i jej konstytucyjna nazwa: Rzeczpospolita Szkolna Obojga Terytoriów. Zwana też Rzeczpospolitą Bednarską, od nazwy ulicy, przy której działa.
    Oficjalnie to Pierwsze Społeczne Liceum i Gimnazjum Ogólnokształcące w Warszawie. Kieruje nim dyrektor Krystyna Starczewska. Jego twórczyni, o której uczniowie i tak mówią po swojemu "Wielka Krysia". Z wykształcenia polonistka i doktor filozofii. Z pasji i hobby nauczyciel i wychowawca.


Jerzy Byra
Pani Dyrektor, wiem, że władza jest poza Pani zainteresowaniem. Stąd pewnie zapis konstytucyjny, że Rzeczpospolitą Szkolną Obojga Terytoriów kieruje dyrektor, a nie na przykład prezydent. A poza tym szkoda, że nie interesowała Panią władza. Z Pani przeszłością i doświadczeniem, mogła ją Pani mieć niejako z urzędu. Tym samym mogła Pani mieć faktyczny wpływ na reformę systemu oświaty i wychowania w Polsce. Takich szkolnych państwowości, jak „Bednarska” mogłoby być więcej. Szybciej postępowałby proces kształcenia i wychowania do życia w systemie demokratycznym.

Krystyna Starczewska
Może tak, może nie. Polityka i władza to jedno, organizacja i zarządzanie oraz kształcenie i wychowanie w szkole to drugie. Myślę, że to drugie jest trudniejsze. Ja wybrałam to drugie i robię co lubię – uczę dzieci.
    Co do ewentualnej prezydentury, to nie ma o czym mówić. Władzę w Rzeczypospolitej Szkolnej normuje Konstytucja szkoły. A więc władzę ustawodawczą sprawuje Sejm i to on stanowi prawo. Ja jestem tylko jednym z trzech organów władzy wykonawczej, poza Radą Nauczycieli i Radą Szkoły, która stanowi rząd. Zaś nad poprawnością funkcjonowania Rzeczypospolitej czuwa władza sądownicza. Każde więc odstępstwo od normy może być zaskarżone jako niezgodne z obowiązującym prawem.

Rygorystycznie funkcjonujące państwo.
    Przede wszystkim szkoła, w której trzy stany (w równych proporcjach): nauczycielski, uczniowski i rodzicielski, a od kilku lat i absolwencki tworzą społeczność, która określa zasady jej funkcjonowania. Są one zawarte w ideach wychowawczych i autorskich programach nauczania.
    Co do funkcjonowania państwa szkolnego, to uznaliśmy, że nie ma lepszego sposobu na przygotowanie do demokracji, jak własne uczestnictwo w jego strukturach.  Stąd program wychowawczy, który określiliśmy jako wychowanie dla demokracji. W efekcie społeczność szkolna została zorganizowana na wzór małego państwa demokratycznego.

Co legło u jego podstaw?
    Było to na progu transformacji ustrojowej. Wszyscy byliśmy już pewni zmian i konieczności przygotowania zarówno młodzieży, jak i siebie samych do nowej rzeczywistości demokratycznej. Przy okazji nasunęła się nam refleksja, że szkoła ze swojej istoty jest instytucją autokratyczną, opartą na poddaństwie. Skoro tak, to ktoś, kto jest chowany w takim systemie edukacyjnym nie może stać się później w pełni odpowiedzialny za kraj, za świat. Doszliśmy zatem do wniosku, że trzeba spróbować zmienić ten autorytarny układ na taką grę dydaktyczną, która w pewnym zakresie pozwoli dać uczniom prawa obywatelskie. Po to, by w określonym zakresie mogli odpowiadać wraz z dorosłymi za funkcjonowanie szkoły. I tak powstał pomysł Rzeczypospolitej Szkolnej.    

Który, ze zrozumiałych względów, nie mógł być wdrożony. Wtedy nie było jeszcze przyzwolenia, na niezależne programy i alternatywne szkolnictwo. Zgodę wyrażono dopiero przy Okrągłym Stole. Obyło się bez kontrowersji?
    O dziwo, ówczesna władza bez specjalnych nacisków zgodziła się na organizowanie tzw. szkół społecznych. I co zrozumiałe, autorskich programów.

Wy też otrzymaliście zgodę na prowadzenie szkoły. Skąd mieliście pieniądze na jej uruchomienie.
    Oczywiście, nie mieliśmy. Nie mieliśmy też budynku. Mieliśmy natomiast programy i idee. To taki ładny przykład, który rzadko się zdarza w życiu, że nie zaczyna się od konkretu tylko od idei, pomysłu. Ale później, jakimś cudownym zrządzeniem losu, wszystko zaczęło się układać.

Dzisiaj Bednarska, już dwojga terytoriów, to duża instytucja oświatowa. Skupia w gimnazjum i liceum 700 uczniów i 120 pracowników. W trudnej sytuacji oświaty i gospodarki chyba niełatwo to utrzymać.
    Pieniądze to zawsze problem. Nigdy ich za dużo. Ale, odpukać, radzimy sobie. Jest to zasługą naszej władzy nadrzędnej, czyli właściciela szkoły: Towarzystwa Przyjaciół Pierwszego Społecznego Liceum Ogólnokształcącego, jego zarządu i bardzo dobrego dyrektora finansowego, pani Magdy Nowickiej.  
    Oni ustalają budżet, który się jakoś szczęśliwie zamyka. Mało tego, w ostatnich latach mogliśmy sobie nawet pozwolić na poważne inwestycje. Między innymi na Raszyńskiej wyremontowaliśmy budynek szkolny, gdzie od tego roku uruchamiamy pierwsze dwie klasy liceum z maturą międzynarodową, oddaliśmy do użytku także piękne boisko i zakupiliśmy pracownię komputerową.

Wróćmy jeszcze do wyjątkowych cech szkoły. Wasze programy: wychowawczy i nauczania jawią się jako ogromna nadzieja, że dzięki nim przygotowani do służby społecznej uczniowie, staną się awangardą nowej, dostatniej i praworządnej Polski.   
    Bardzo to pan górnolotnie i idealistycznie przedstawia, choć oczywiście byłoby cudownie, gdyby się mogło ziścić.

Przecież się spełnia. Mimo że założyliście sobie, iż nie będziecie za wszelką cenę dążyć do osiągania spektakularnych sukcesów, niezmiennie plasujecie się w dziesiątce najlepszych szkół w Polsce. Podręczniki napisane przez nauczycieli szkoły w oparciu o własne autorskie programy nauczania zdobywają nagrody MEN i wydawane są przez PWN. Jak choćby program humanistyki dla gimnazjum „Świat człowieka”.
    To rzeczywiście powód do zadowolenia. Z taką kadrą nie może być zresztą inaczej. Przecież wśród nauczycieli mamy dziewięciu z tytułem doktora, a kilku następnych przygotowuje prace doktorskie.
    Ale najbardziej cieszy mnie co innego, że nasi absolwenci wracają po studiach na „Bednarską”, jako nauczyciele. W tej chwili mamy ich dwunastu. Niektórzy są już nawet autorami podręczników.      

Wspomnieliśmy już o Sejmie, pomówmy teraz o Rządzie. Są dwa: Bednarska – liceum i Raszyńska – gimnazjum. Skład każdego uwzględnia, jak w Sejmie, wszystkie stany plus z urzędu dyrektora szkoły. Każdy rząd kieruje całokształtem życia społecznego, czyli opracowuje roczne plany i budżet. Oczywiście Sejm musi to zatwierdzić i potem rozliczyć. Ciekawi mnie, jak to wszystko funkcjonuje od strony zaangażowania stanu uczniowskiego?
    Powiem szczerze, że ze zmiennym powodzeniem. Są takie lata, że wszystko wspaniale kwitnie. Demokracja działa bez zakłóceń, bo akurat trafiło się tyle odpowiedzialnych  młodych ludzi, którzy chcą się tą społecznością zajmować, poświęcać swój czas, pomysłowość. Ale bywa i tak, że władza trafia w niezbyt dobre ręce i jest posucha. Mimo wszystko, nie ingerujemy w to więcej, niż pozwala nam zwyczaj obywatelski. To premier i wybrani ministrowie odpowiadają za realizację planów.

Realizacja budżetu wiąże się z walutą. Skoro jest państwo, to musi być pieniądz?    
    I jest. Naszą walutą są bednary. Wprowadziliśmy ją, by uświadomić uczniom, że praca ma swoją wartość. Wypłacana jest im za rozmaite działania na rzecz szkoły (np. sprzątanie, realizacja określonych projektów, redagowanie gazet). Każdy z uczniów ma obowiązek wpłacić określoną kwotę, ustaloną każdego roku przez Sejm, jako swoje czesne za szkołę.
    Całością spraw z tym związanych zajmują się ministrowie pracy i finansów. Budżet musi się im bilansować. Przychody i koszty określają kwotowo, w takiej wysokości, by nie dopuścić do inflacji bądź deficytu.  

Sprawa naprawy finansów publicznych to trudne zagadnienie w świecie dorosłych, a co dopiero małoletniej młodzieży. Czy podejmują jakieś kroki w sprawie zmiany dotychczasowej polityki pieniężnej?    
    Ostatnio, toczy się bardzo burzliwa dyskusja nad reformą systemu bednarowego. Problem, czy bednar ma być wymienialny na inne waluty, innymi słowy, czy można go kupić za złotówki, bulwersował społeczność szkolną od początku istnienia szkolnej waluty. Przyniosło to brzemienne w skutkach rezultaty. Dwoje nauczycieli tak bardzo się obraziło na wymienialność bednara, że odeszło ze szkoły.

Poza ekonomicznymi aspektami programów wychowawczych wpajacie uczniom postawę życzliwości i wrażliwości wobec innych. Jak oni to przyjmują, skoro wokół obserwują znieczulicę społeczną?     
    To nie jest łatwa praca. Ale usiłujemy przekonać naszą młodzież, że skoro oni na starcie dostali więcej, to mają obowiązek myśleć o tych, którzy nie mieli takiego szczęścia. Czynimy to na różne sposoby. Na przykład przez podejmowanie problemów związanych z sytuacją osób niepełnosprawnych, dzieci z domów dziecka, uchodźców politycznych.

To w tym celu uruchomiliście szkolny fundusz stypendialny?
    Tak. To była bardzo ważna sprawa. Rodzice bez szemrania zgodzili się na 6-proc. odpis od każdego czesnego. Dzięki temu w naszej szkole uczą się dzieci niepełnosprawne, dzieci uchodźców i dzieci z domów dziecka. Ich obecność jest ważna dla nas wszystkich, jest bowiem realizacją zasad ideowych szkoły.      

Pani Dyrektor, nie sposób przedstawić, choćby w największym skrócie, wszystkie nowatorskie elementy realizowanych programów kształcenia i wychowania. Wobec tego proszę jeszcze tylko powiedzieć, co znaczy wasza edukacyjna zasada: nie szkodzić?
     Ciekawość jest naturalną cechą dziecka. U inteligentnych, zdolnych dzieci taka potrzeba drążenia tematu jest czymś naturalnym. Niestety, szkoła często temu szkodzi. Zabija ciekawość. To, co mogłoby być radością staje się przez nadmiar żmudnym obowiązkiem.
    My staramy się zlikwidować ten nadmiar. Dajemy uczniom liceum, bo w gimnazjum trzeba wszystko pokazać, szansę wyboru tego, co jest ich pasją i poświęcenia się temu. Stąd realizacja programu z pogłębieniem przedmiotów wybranych kosztem sprofilowanych.

(czerwiec 2003)

dodano: 2012-01-07 07:50:30