Chcesz otrzymywać najnowsze wiadomości
Wydarzenia
Racja nie daje satysfakcji

Z dr. JERZYM KROPIWNICKIM, byłym ministrem Rządowego Centrum Studiów Strategicznych
rozmawia Jerzy Pawlas

Nie ma ludzi niezastąpionych. W teorii, to nie budząca wątpliwości prawda. Zawsze można kogoś kimś zastąpić. Gorzej w praktyce. Szczególnie, jeśli tego kogoś cechuje wyrazista osobowość, erudycja i kompetencja. Po prostu mistrzostwo. Takim był, naszym zdaniem, były szef Rządowego Centrum Studiów Strategicznych, dr Jerzy Kropiwnicki. Aż trudno sobie wyobrazić, o ile bardziej byłaby zepsuta polska gospodarka, gdyby nie jego odwaga w prezentowaniu analiz i prognoz ówczesnej sytuacji społeczno-gospodarczej. Nie wątpimy, że dzięki temu udało się skorygować niektóre irracjonalne działania rządu. Za co rząd – zarówno były, jak i obecny – powinien być mu wdzięczny. Mamy nadzieję, że uda się jeszcze właściwie zagospodarować jego kompetencje i doświadczenie.



Jerzy Pawlas
Czy przyczyną osłabienia tempa rozwoju gospodarczego może być połowiczność przemian zachodzących w kraju? Dotychczas nie przeprowadzono ani reprywatyzacji, ani powszechnego uwłaszczenia. A kapitalizmu nie da się zbudować bez własności.

Jerzy Kropiwnicki
Podstawowym problemem polskiej gospodarki jest przede wszystkim, konsekwentnie prowadzona od kilku lat, polityka jej schładzania. Ostatnio szczególnie intensywnie prowadzi ją Rada Polityki Pieniężnej. Przy takich samych, a nawet gorszych stosunkach własnościowych, przy mniejszym zaawansowaniu reform, notowaliśmy już 7-proc. tempo wzrostu gospodarczego.

Czy usytuowanie Rady Polityki Pieniężnej – poza gospodarką – wpływa niekorzystnie na oddziaływanie jej na ekonomikę kraju?
    Owszem, wpływa negatywnie. Jest to jaskrawy przykład, że władzy monetarnej kraju nie można uwolnić od odpowiedzialności za stan koniunktury. W USA system rezerwy federalnej odpowiada nie tylko za inflację, lecz również za tempo wzrostu produktu krajowego brutto, a nawet za stopę bezrobocia.

W jakim stopniu czynniki zewnętrzne i wewnętrzne decydują o tendencjach wzrostowych w gospodarce?
    Trudno to określić matematycznie. Niewątpliwie zarówno popyt zagraniczny, czyli popyt na eksport polskich towarów, jak i rynek wewnętrzny, czyli popyt wewnętrzny – mają wielkie znaczenie dla wzrostu produktu krajowego brutto. W tym sensie można powiedzieć, że obecnie gospodarka polska znajduje się w niekorzystnej sytuacji. W trzech centrach gospodarki światowej – w Japonii, Stanach Zjednoczonych i Unii Europejskiej – następuje przeszacowanie prognoz wzrostu gospodarczego w dół. Pojawiają się zapowiedzi recesyjnego okresu tamtych gospodarek, w szczególności dotyczy to Japonii i Stanów Zjednoczonych. W konsekwencji będzie to rzutowało na warunki polskiego eksportu. Poprawę obserwuje się tylko na wschód od Polski, gdzie po głębokiej zapaści gospodarka Rosji i krajów z nią związanych wydobywa się z dołka.

Czy Polska ekspansja na Wschód mogłaby przyczynić się do poprawy krajowej gospodarki?
    Zaledwie 8 do 15 proc. polskiego eksportu idzie na rynki wschodnie. Nie widać możliwości ekspansji bez dużego zaangażowania środków państwowych, których nie ma. Gdybyśmy mogli prowadzić tak dynamiczną politykę, jak Niemcy, Stany Zjednoczone czy Japonia, gdzie wspiera się zarówno eksport, kredyt eksportowy, jak i ubezpieczenie transakcji eksportowych – to po jakimś czasie nastąpiłaby poprawa i utrwalenie polskiej pozycji na tamtych rynkach. Dziś, niestety, dzieje się to w dużej mierze metodami prywatnymi. Nic dziwnego, że jedną z ważniejszych ról odgrywają bazary przygraniczne.

Nie cieszą się najlepszą opinią.
    Gdy Sejm II kadencji głosami SLD i PSL uchwalił ustawę o cudzoziemcach, która weszła w życie od stycznia 1998 roku, handel zaczął dogorywać. Wtedy centrum studiów strategicznych uświadomiło społeczeństwu i rządowi, jak ogromne znaczenie ma ten handel dla polskiego bilansu obrotów bieżących, dla zatrudnienia i przedsiębiorczości. W efekcie, już w marcu, zliberalizowano ustawę, kompensując jej negatywne skutki.

Mówi się, że tak zwana gospodarka bazarowa często bazuje na przemycie i szarej strefie – więc trudno traktować ją jako osiągnięcie gospodarcze.
    Jednak w swym najlepszym okresie zatrudniała ona ponad 250 tys. ludzi, a wpływy sięgały 5 mld USD. Jest to więc wystarczająco  poważna sprawa, by zajmować się nią także na szczeblu rządowym. Było to wówczas największe przedsiębiorstwo handlu zagranicznego w Polsce. Obecnie, gdy gospodarka rosyjska stabilizuje się, rola tych bazarów zanika. Oczekuję, że polskie władze nie będą tego procesu przyspieszały ani polityką kursową, ani mnożeniem trudności w ruchu przygranicznym ludności.

Nareszcie mamy inflację jednocyfrową. Czy to sukces, gdy gospodarka słabo się rozwija?
    Na pewno jest to sukces. Nastąpiło nadmierne stłumienie tendencji wzrostowych w gospodarce. Tłumienie inflacji przekroczyło wszelkie oczekiwania.

Więc pożytek dla społeczeństwa problematyczny?
    Co prawda, dochody uzyskują wyższą wartość realną, ale z drugiej strony tracą ci, których dochody i zatrudnienie zależą od koniunktury.

Czy przeprowadzone ostatnio reformy państwa – administracyjna, zdrowotna, emerytalna – mogły być przyczyną osłabienia tempa wzrostu gospodarczego?
    Nie mają z tym związku.

Jak rozwijać popyt, gdy dochodem ludności stają się w dużej mierze zasiłki i świadczenia socjalne?
    Bez przesady. Jednak podstawowe dochody, uzyskiwane przez Polaków, pochodzą z działalności gospodarczej. Pod tym względem polska gospodarka nie różni się od innych gospodarek rynkowych.

Populistyczne obietnice przedwyborcze SLD rozbudziły oczekiwania społeczne. Czy nowy rząd będzie w stanie je zaspokoić?
    Już w tej chwili rząd Leszka Millera wycofuje się z obietnic, przedwyborczych. Widać, że Marek Belka strofowany w czasie kampanii za straszenie wyborców zapowiadał działania, które ma zamiar podjąć.

Jak Pan ocenia dotychczasową politykę prywatyzacyjną? Zagraniczne firmy skutecznie likwidują konkurencję, ale miejsc pracy od tego nie przybywa.
     Nie potrafię ocenić tego zjawiska jednoznacznie. Znam wiele przypadków zdrowej prywatyzacji, dzięki której firmy odzyskały zdolność konkurencyjną i dobrze się rozwijają. Znam inne przypadki, gdy widocznym celem prywatyzacji było ograniczenie bądź likwidacja konkurenta. Zdarza się też, że po protestach załogi uniknięto prywatyzacji, ale przedsiębiorstwo upada. Nie ma więc jednoznacznej odpowiedzi. Problem w tym, że polityka makroekonomiczna, prowadzona przez budżet państwa i bank centralny, nie wspiera powstania nowych miejsc pracy.

Nasz kraj przystosowuje się do akcesji brukselskiej, a deficyt handlowy z UE przekracza 12 miliardów euro. Jak ten proces wpływa na rozwój gospodarczy kraju?
    Nie będę komentował tej liczby. Jednak w moim przekonaniu Polska popełniła błąd w otwieraniu gospodarki na napływ dóbr i usług. Gdy ratyfikowano układ stowarzyszeniowy z Unią Europejską, przyjmowano, że Polska będzie przyjęta do wspólnoty brukselskiej w 2000 lub 2001 roku. Takie były ówczesne deklaracje polityczne. Do tych dat dostosowaliśmy kalendarz udostępnienia polskiego rynku. Jednak polskiemu otwarciu nie odpowiada brukselskie. W efekcie wystąpiła asymetria na niekorzyść słabszego partnera.

Jak Pan widzi rolę Rządowego Centrum Studiów Strategicznych, gdy prognozowanie rozwoju gospodarczego to narażanie się każdej kolejnej ekipie rządzącej?
    To zależy, czy premier chce mieć instytucję, która, niezależnie od ministra finansów, będzie oceniała sytuację gospodarczą. Po 1989 roku nastąpiła koncentracja władzy ekonomicznej w resorcie finansów. Ma on monopol na układanie budżetu, przejął prawem kadyka uprawnienia do ustalania założeń makroekonomicznych budżetu, czyli programu gospodarczo-społecznego rządu na rok następny.
    Ministerstwo Finansów przejęło również wiele uprawnień odnośnie
do formułowania prognoz gospodarczych. W tej sytuacji faktyczna władza ministra finansów jest bezprzykładna, porównywalna z władzą Hilarego Minca czy biura politycznego w zupełnie innych warunkach ustrojowych.

Rządowe Centrum Studiów Strategicznych formułowało ostrzeżenia i prognozy. Czy były one brane pod uwagę przez polityków gospodarczych?
    W większym stopniu przez zewnętrznych obserwatorów, niż przez ministra finansów.

Jak Pan widzi gospodarkę w 2002 roku, gdy słabną tendencje rozwojowe, gdy straszy dziura budżetowa?
    Przewiduję, że tempo wzrostu produktu krajowego brutto na koniec tego roku powinno ukształtować się na poziomie 1,5 procenta, w przyszłym roku może nie przekroczyć 1,4 procenta. Stopa bezrobocia na koniec tego roku osiągnie 16,9 procenta.
    Istnieje realne niebezpieczeństwo, że w przyszłym roku dojdzie do 20 procent. Inflacja w tym roku, liczona grudzień do grudnia, nie powinna przekroczyć 4,8 procenta. W przyszłym roku powinna ukształtować się na poziomie 5 procent.

Prasa określa Pana jako antagonistę liberalnej polityki Leszka Balcerowicza. Co pan o tym sądzi?
    Jeżeli mówimy o polityce liberalnej, to identyfikuję się z taką opinią. Nie mam osobiście żadnego negatywnego stosunku do Leszka Balcerowicza. Moje z nim spory wynikają z różnicy poglądów na politykę gospodarczą. Wtedy, gdy Leszek Balcerowicz proponował politykę schładzania gospodarki, ograniczenia popytu wewnętrznego – ja byłem zwolennikiem aktywizacji gospodarki, a przynajmniej nie tłumienia tendencji wzrostowych.

Pańskie prognozy gospodarcze sprawdziły się. Czy mieć rację oznacza także mieć satysfakcję?
    Niestety – nie. Zresztą nie po to ogłaszałem prognozy, by mieć satysfakcję z ich sprawdzania się. Moje przemyślenia miały charakter prognoz ostrzegawczych. Największą satysfakcję odczuwałbym wtedy, gdyby brano je pod uwagę, gdyby wdrażano proponowane przez mój urząd środki zaradcze, które miały pobudzać koniunkturę, stymulować eksport lub przeciwdziałać bezrobociu.

Jak kwituje pan swoją pracę w Rządowym Centrum Studiów Strategicznych? Czy dała ona coś gospodarce, czy raczej była tylko działalnością sine ira et studio?
    Prognozowanie rozwoju gospodarki nie było jedynym celem mojej działalności. Przez Rządowe Centrum Studiów Strategicznych przechodziły wszystkie projekty uchwał i stanowisk rządowych. Nad każdym z nich, moi pracownicy i ja, pracowaliśmy solidnie. Dzięki temu w ciągu czterech ostatnich lat wprowadzono wiele pozytywnych rozwiązań czy poprawek do projektów, co jest niewątpliwą zasługą urzędu, którym kierowałem. Jeżeli czasem przeważały inne opinie, to – jak to się mówi – trudno. Kilkakrotnie jednak udało się nakłonić kolegów do działań, które miały dobre skutki dla gospodarki, jak choćby odwrócenie katastrofy związanej z naszymi obrotami na rynkach wschodnich, mam na myśli handel bazarowy.         
    Moje ostrzeżenia i prognozy były tym bardziej uzasadnione, że właśnie przeszacowano w dół koniunkturę światową. Bank Światowy ocenia, że tempo wzrostu w USA nie przekroczy w 2002 roku 1,1 procenta, w Japonii – 0,1 procenta, natomiast w Unii Europejskiej przewiduje się poprawę koniunktury dopiero w drugiej połowie 2002 roku.

(grudzień 2001)

dodano: 2012-01-05 17:11:45