Chcesz otrzymywać najnowsze wiadomości
Wydarzenia
Polska zyskałaby na podatku liniowym

Grecja powinna zbankrutować, bo przez lata wydawała pieniądze jak pijany marynarz w porcie. Pora wytrzeźwieć – mówi specjalnie dla "Pulsu Biznesu" Arthur Laffer, ekonomista, autor słynnej "krzywej Laffera", która mówi, że podnoszenie podatków nie zawsze przynosi wzrost dochodów budżetowych. Do pewnego momentu przychody rzeczywiście rosną, ale kiedy stawka podatku przekroczy określony punkt, wpływy zaczynają spadać.

„PB”: Jest pan chyba najbardziej znanym na świecie orędownikiem podatku liniowego. W Polsce ten pomysł również był długo rozważany, ale politycy go jednak nie wprowadzili. Uważa pan, że powinni spróbować?
     Arthur Laffer: Oczywiście, podatek liniowy daje ogromny impuls gospodarce, każdy kraj powinien go wprowadzić, wy również. Według mnie, najlepszy system podatkowy to podatek liniowy, bez żadnych ulg, preferencji czy odliczeń i z maksymalnie uproszczoną biurokracją. Żeby podatki były przejrzyste, powinny być pobierane tylko dwukrotnie – kiedy zarabiasz pieniądze (podatek dochodowy) i kiedy je wydajesz (VAT). Nic poza tym, system prosty jak drut. To byłby ogromny rozwojowy kop dla przedsiębiorców.

Skoro podatek liniowy i maksymalnie niski fiskalizm jest tak dobry dla gospodarki, to dlaczego politycy nie chcą tych reguł wprowadzać w życie?

     To proste – bo nie odpowiadają za swoje decyzje. Załóżmy, że do Kongresu wchodzi pan X. Jest mądry, dzięki jego decyzjom gospodarka gwałtownie przyspiesza, bezrobocie spada do zera, giełda w Nowym Jorku przeżywa boom, Rosjanie wycofują się z Krymu i całe USA przeżywają rozkwit. Co się dzieje z pensją kongresmana X? Nic, pozostaje bez zmian. A jeśli do kongresu wejdzie głupi pan Y, przez którego błędy gospodarka wpada w kryzys, giełda nurkuje, Rosjanie zbliżają się do naszych granic, dzieci płaczą i jest ogólna katastrofa – co dzieje się z pensją pana Y? Też nic, zarabia on tyle samo co pan X.

Od wybuchu globalnego kryzysu w 2008 r. chyba najbardziej gorący spór ekonomistów dotyczy tego, co jest lepsze dla gospodarki – zwiększanie wydatków czy ich cięcie. Jakie jest pana zdanie?

     Dla mnie sprawa jest prosta – stymulacja na dłuższą metę szkodzi gospodarce, a cięcie wydatków jej pomaga. Jeśli obniżasz wydatki rządowe, masz miejsce na obniżanie podatków. Kiedy natomiast zwiększasz wydatki i próbujesz stymulować gospodarkę, jak robiło to w ostatnich latach wiele rządów, na dłuższą metę zawsze będzie to wiązać się z koniecznością podnoszenia podatków, a to obniża wzrost.

Mamy ciąć wydatki, nawet gdy gospodarka przeżywa kryzys?

     Oczywiście. Kiedy w kryzysowym 2008 r. pytano mnie, jak rząd USA powinien zareagować na finansową zapaść, odpowiadałem,że wcale nie powinien reagować. Jak to, siedziałbyś tak i patrzył, jak świat się wali?
dopytywano. Otóż, jeśli już mamy w jakiś sposób stymulować gospodarkę, to raczej przez obniżki podatków niż zwiększanie wydatków. Weźmy prosty przykład: USA wprowadziły od wybuchu kryzysu stymulację wydatkową o wartości 3,7 bln  USD – tyle pieniędzy podatników wpompowano w gospodarkę. To tyle, ile wynoszą dochody budżetu federalnego przez półtora roku. Po co nam to? Zamiast tego trzeba było wprowadzić półtoraroczne wakacje podatkowe, czyli zawiesić pobór wszelkich podatków. Czy wyobraża pan sobie, gdzie byłaby dziś amerykańska gospodarka, gdyby nikt w USA przez ten kryzysowy czas nie musiał wpłacać do federalnego budżetu ani jednego dolara? Wygralibyśmy konkurencję z każdym, rozwijalibyśmy się szybciej niż Chiny. A wszystko bez straty dla budżetu. Niestety, rząd spanikował, a kiedy ktoś ulega panice, podejmuje złe, nieracjonalne decyzje.

Źródło: "Puls Biznesu", 23.07.2014, Polska zyskałaby na podatku liniowym. Autor - Jacek Kowalczyk. Cały wywiad w internetowym Pulsie Biznesu Premium.


dodano: 2014-07-23 09:34:55