Chcesz otrzymywać najnowsze wiadomości
Wydarzenia
Nie powiedzieliśmy jeszcze ostatniego słowa

Z ZENONEM DEMIASZKIEWICZEM, dyrektorem handlowym i członkiem zarządu
Fabryki Papieru Szczecin-Skolwin SA rozmawia Marek Barański


W najdalej wysuniętej na północ dzielnicy Szczecina, czyli Skolwinie, od wieków coś się kręciło. Może lokalizacja była „wiatroczuła”, bo ustawiono tam wiatraki. Służyły do mielenia zbóż. Potem okazało się, że siła wiatru skierowana ze skrzydeł na przekładnie napędowe niekoniecznie musi zamieniać tylko ziarno na mąkę. Wiatraki zaczęto, więc wykorzystywać jako „motory” tartaków, dźwigów, a także jako młyny mielące drewno na papier. Na początku XX wieku to się zmieniło. Wiek pary i elektryczności przekształcił je w nowoczesną fabrykę. I kręci się dalej...



Marek Barański
Prawie dekadę jesteśmy straszeni wizją biura bez papieru. Media elektroniczne oraz wszelkie materiały zastępcze zdają się jednak mu nie zagrażać. Zgodzi się Pan, że na razie końca kariery papieru nie widać, a jego rola i znaczenie raczej rosną?

Zenon Demiaszkiewicz
Ma pan rację, biorąc pod uwagę papier gazetowy i wszelkie pozostałe papiery, w tym kartony, z roku na rok ich zużycie wzrasta. Do druku gazet kształtuje się w granicach 280-300 tys. ton rocznie. Jest to już tak bardzo duża konsumpcja, że krajowy przemysł papierniczy nie jest jej w stanie zaspokoić.
    Na rynku pozostało w tej chwili trzech liczących się producentów papieru gazetowego: w Kwidzynie, gdzie produkuje się papier z makulatury oraz w Myszkowie i tutaj, u nas, w Fabryce Papieru Szczecin-Skolwin SA. Z Myszkowem mamy w zasadzie identyczne potencjały produkcyjne oraz park maszynowy. Produkujemy również w podobnej technologii, czyli ze ścieru drzewnego i celulozy, która to technologia, jak na dziś, jest już przestarzała, droższa, no i daje produkty niższej jakości.
    Wielkość produkcji wymienionych trzech papierni to 200 tys. ton papieru rocznie i jak widać nie zaspokaja to krajowego popytu.  

Od 1923 roku fabryka papieru w Skolwinie była największą i najnowocześniejszą papiernią w Niemczech i Europie. Fundamenty głównej maszyny sięgały 18 metrów w głąb gruntu. Produkowano na niej wstęgę papieru o szerokości 6 m i wytwarzano w ciągu doby 120 ton tzw. gazetówki.
    Ta maszyna to już historia, pozostały po niej tylko pale. Choć rzeczywiście, jak na ówczesne czasy miała imponujące parametry wydajnościowe i jakościowe. Zachowała się w całości do czasów powojennych, ale później została zdemontowana i wywieziona przez Rosjan w ramach reparacji wojennych. W tym miejscu postawiono nową maszynę, której wydajność wynosi ok. 60 tys. ton papieru gazetowego rocznie. Po planowanej inwestycji wydajność wzrośnie do 74 tys. ton.

Przed wojną dziennie przetwarzano w papierni 1200 m sześc. drewna. Krążyło wtedy powiedzenie, że „u stóp naszej fabryki legły skandynawskie lasy”. Import ze Skandynawii był tak tani, że nie opłacało się wycinać pomorskich lasów. Dzisiaj, kiedy zasoby naturalne podlegają szczególnej ochronie i ścisłej dystrybucji, pozyskiwanie surowca do produkcji wygląda zupełnie inaczej. Skąd bierzecie surowiec?
    Ponieważ produkujemy papier ze ścieru drzewnego, naszym podstawowym surowcem jest drewno świerkowe i częściowo sosnowe. Zakupujemy je w Lasach Państwowych, ale nie zawsze odpowiada naszym surowcowym wymogom produkcyjnym. Zużywamy ok. 14 000 mp (metrów przestrzennych) drewna miesięcznie, tj. ok. 9000 m sześc., czyli mniej niż przed wojną. Wtedy było tutaj jednak więcej maszyn, no i jakość nie porównywalna do obecnej.

Modne słowo transformacja dotyczy również waszej firmy. Jak ostatecznie wygląda struktura własnościowa?
    Zasadniczo proces transformacji zaczął się wcześnie, bo już od 1989-1990 roku. Fabryka weszła w niego z przestarzałym i mocno wyeksploatowanym parkiem maszynowym. Żywiołowe otwarcie granic Polski, zniesienie monopolistycznego rozdzielnictwa papieru, wysokie koszty odsetek od kredytów bankowych, nieprzystosowanie do funkcjonowania w warunkach gospodarki rynkowej oraz panująca recesja w światowym przemyśle papierniczym spowodowały duże kłopoty finansowe. Rzucenie na głęboką wodę okazało się dla nas poważnym wyzwaniem.             
    W 1993 roku zostaje opracowany plan restrukturyzacji fabryki, który stał się podstawą do ugody bankowej z wierzycielami. Ugoda została uprawomocniona w 1995 roku. Pozwoliło to na rozpoczęcie finansowej restrukturyzacji technicznej.
    Żeby nie zanudzać danymi historycznymi, takimi ważniejszymi etapami było zarejestrowanie w 1996 r. kapitału akcyjnego w ramach zamiany wierzytelności na akcje. Fabryka Papieru Szczecin-Skolwin stała się spółką akcyjną konkretnych właścicieli. Obecnie na liście akcjonariuszy nastąpiły pewne zmiany. Pozyskaliśmy partnera strategicznego w osobie pana Witolda Sarosieka, który posiada pakiet kontrolny, większościowy – 50,35 proc., następnie Zakład Energetyczny Szczecin SA – 9,5 proc., Skarb Państwa – 7 proc., Lasy Państwowe – 4 proc., International Paper Kwidzyn SA – 4,5 proc., pracownicy – ok. 4 proc.
    Przed nami jeszcze realizacja i zakończenie niezbędnych inwestycji, to, o czym już na wstępie powiedziałem, czyli osiągnięcie efektu ekologicznego przez oczyszczalnię ścieków i budowa linii odbarwialni makulatury. Ta inwestycja pochłonie ok. 20 mln euro. Jeżeli zaś chodzi o proces transformacji załogi pracowniczej, to u nas nie było jakiejś drastycznej zmiany. Udało nam się szczęśliwie dokonać tego w sposób, powiedziałbym, naturalny. Odejścia na emeryturę, przesunięcia wewnątrzzakładowe. Przed podjęciem procesów restrukturyzacyjnych zatrudnialiśmy 1200 pracowników. W chwili obecnej mamy 470 osób.

Jaki asortyment produktów zapewnia największy zbyt?
    Podstawą naszej produkcji jest papier gazetowy o gramaturze 45-48 g/m2, który sprzedajemy w kraju i za granicą. Jego sprzedaż stanowi 85 proc. przychodów ogółem, a odbiorcami są wydawnictwa i drukarnie. Znaleźliśmy również zbyt na papier 60 g, który chętnie odbierają wydawnictwa szkolne z przeznaczeniem na druk podręczników i książek dla szkół i młodzieży. Ponieważ jest on tańszy, również drukowane na nim lektury są bardziej dostępne. Chętnie biorą go wydawnictwa krzyżówkowe.
    W dalszej kolejności produkujemy papier pakowy w ilości 6 tys. ton rocznie, jednostronnie gładzony, czysto celulozowy oraz papier podłożowy do pokrywania polietylenem, parafiną lub folią. Produkowany jest na potrzeby szeroko pojętego przemysłu spożywczego i posiada bardzo rygorystyczne atesty PHZ. Jesteśmy w kraju jedynym jego producentem.          
    Następny produkt to papier toaletowy produkowany z masy makulaturowej w zwojach, przetwarzanych w dalszej kolejności na zwoiki. Odbiorcami są tutaj, handel hurtowy i detaliczny.  Od 2 stycznia przyszłego roku ma rozpocząć działalność nasza nowa spółka Skolwin-Tissue, która w całości zajmie się produkcją papieru toaletowego, chusteczek higienicznych, obrusów, ręczników etc. Będzie ona prowadziła własną działalność inwestycyjną.
    Produkujemy również półfabrykat, czyli ścier drzewny niezbędny do produkcji papieru gazetowego. A że nic się nie może w naszym zakładzie zmarnować, dlatego również parę wytwarzaną na potrzeby technologiczne i grzewcze wykorzystujemy dodatkowo do produkcji energii elektrycznej (uzupełnienia jej zakup z zewnątrz).

Konkurencja nie śpi. Unowocześnia procesy produkcyjne. Skąd bierzecie środki finansowe na realizację nowych inwestycji?
    Trudny okres przystosowawczy i transformacji za nami. W związku z tym robimy wszystko, a w każdym razie wiele, aby zapewnić spółce pozycję lidera na krajowym rynku papieru gazetowego. Pierwszy etap – budowę oczyszczalni ścieków przemysłowo-komunalnych, którą uruchomiliśmy 1 października br., zakończyliśmy. W tej chwili realizujemy drugi etap, czyli budowę instalacji do odbarwiania makulatury oraz modernizację maszyny papierniczej, produkującej papier gazetowy.
    Inwestycje realizujemy w dużej części z własnych środków finansowych, niedługo zbiera się Walne Zgromadzenie Akcjonariuszy, na którym zapadnie decyzja o dokapitalizowaniu firmy kwotą 23 mln złotych. Wtedy kapitał spółki wzrośnie do
52 mln złotych. Dzięki temu będziemy mogli starać się o kredyty na dokończenie planowanych inwestycji.
    Przyznaję, że do tej pory pozyskiwanie kredytów bankowych było dla nas bardzo poważnym problemem. Dlatego niebawem sfinalizujemy po-rozumienie z inwestorami zagranicznymi, których środki finansowe zagwarantują dalsze funkcjonowanie papierni. Są to ludzie z branży i łatwiej nam dogadywać się z nimi, niż z bankami. Z przykrością dodam, że większość dobrze funkcjonujących firm polskich opartych jest na kapitale zagranicznym. Pozostałym, tym nie doinwestowanym, niestety, grozi upadłość.

Był czas, że drukarze narzekali na jakość papieru gazetowego. Czy dzisiaj już nie ma z tym problemów, łatwiej się go sprzedaje?
    Technologia produkcji papieru ze ścieru drzewnego w dalszym ciągu nie jest technologią spełniającą oczekiwania drukarzy. Papier charakteryzuje się mniejszą wytrzymałością i zdarza się, że rwie się na maszynach. Papier makulaturowy jest bardziej wytrzymały.
    Poza tym, są jeszcze dwa istotne aspekty związane ze zbytem papieru. Po pierwsze – w latach 90. nastąpiła w Polsce rewolucja poligraficzna. W znacznym stopniu wymieniono park maszyn drukarskich. Niestety, nowe technologie wymagają papieru bardziej cienkiego i bardziej wytrzymałego. Importowany papier spełnia te warunki. Po drugie – jest pewna presja producentów i sprzedawców nowych maszyn drukarskich, którzy, sprzedając maszyny po korzystniejszych cenach, jednocześnie wskazują źródła zakupu papieru do tych maszyn, jako wymóg transakcji.
    W takiej sytuacji my nie możemy wejść do drukarni ze swoim papierem, bo maszyny stracą gwarancje. Aby nie doszło do utraty odbiorców w szybkim tempie przestawiamy się na nowe technologie produkcji. Pewne nadzieje wiążemy również z wprowadzeniem do Polski standardów unijnych, które w czytelniejszy sposób ustalą reguły gry rynkowej.

Papiernie podtruwają środowisko naturalne. W październiku br. uruchomiliście najnowocześniejszą w Polsce oczyszczalnię ścieków. Czy dostaliście na tę inwestycję środki z europejskich funduszy specjalnych?
    Oczyszczalnia została zbudowana z własnych środków inwestycyjnych. Wspomógł nas jedynie Wojewódzki Fundusz Ochrony Środowiska. Staraliśmy się o dotacje z europejskich środków pomocowych, ale ścieżka legislacyjna i biurokracja z tym związana zniechęciły nas do tego. Zbyt długie oczekiwanie na pozytywne załatwienie mogło spowodować zagrożenie zamknięcia zakładu. A tak, zakład już spokojnie funkcjonuje, a sprawa dotacji dalej nie jest załatwiona. Wiem, że podobna sytuacja występuje w wielu przedsiębiorstwach.

„Prestiż”, między innymi, dociera imiennie do parlamentarzystów i członków rządu. Ma Pan więc okazję do przekazania waszych wniosków i oczekiwań wobec nowego ustawodawcy i związanych z nim polityków zajmujących się gospodarką.
    Polska w ramach dostosowywania regulacji prawnych do norm Unii Europejskiej stworzyła już podstawy prawne do funkcjonowania branży. Skodyfikowano, a właściwie stworzono nowe prawo ekologiczne. Zawiera one ustawę o prawie ochrony środowiska, ustawę o odpadach, również o obowiązkach przedsiębiorstw w zakresie gospodarowania niektórymi odpadami, jak też o opłacie produktowej i opłacie depozytowej. Ostatnia z ustaw to o opakowaniach i odpadach opakowaniowych. Wszystkie one pozwolą na sprawne i czytelne funkcjonowanie branży.
    Oczekujemy, że ich zastosowanie stworzy określone rezerwy finansowe i spowoduje rentowność niektórych poczynań, które do tej pory w ogóle nie były dla nas opłacalne. Przykładowo, inne spojrzenie na makulaturę, nie jak na odpad, a jak na surowiec, i to cenny. Niektóre ustawy funkcjonują już od października br. pozostałe nabiorą mocy od stycznia następnego roku. W związku z tym oczekujemy konsekwentnego ich realizowania. Zakładamy, że stworzymy również lobby branżowe, które dotrze do polityków odpowiedzialnych za gospodarkę i będzie wskazywało dalsze problemy warte uzupełniającej kodyfikacji.

Tuż przed naszym spotkaniem rozmawiałem z radną miejską, mieszkanką dzielnicy Skolwin. Bardzo ciepło wyrażała się o fabryce, podkreślając waszą, niejednokrotnie dużą, pomoc finansową i rzeczową dla społeczności dzielnicy. Macie to w zwyczaju?
    Miło to słyszeć, ale proszę mi wierzyć, że nie robimy tego dla poklasku. Po prostu, w miarę naszych możliwości wspomagamy społeczność dzielnicy. Szczególnie szkoły i ośrodki kultury. Rozumiemy ich potrzeby i złą sytuację finansową. Mamy bowiem świadomość, że jesteśmy największym zakładem w regionie i powinniśmy z tego tytułu umieć spojrzeć na niedomogi innych, szczególnie tych, którzy sami nie mają możliwości poprawy sytuacji, gdyż nie od nich to zależy. Oczywiście, tę działalność będziemy dalej kontynuować. Traktujemy ją jako swoją powinność.

(grudzień 2001)

dodano: 2012-01-05 15:44:08