Chcesz otrzymywać najnowsze wiadomości
Wydarzenia
Nie dajmy się zwilczeć!

Czego to się człowiek nie nasłucha… Wystarczy wyjść z domu, a już sąsiedzi i znajomi pytają „co słychać?”. Odpowiedzi są na ogół proste i jednoznaczne -  „stara bida” czyli nic nowego. Są i tacy, bardziej sarkastyczni czyli „inteligentni”, którzy mówią, że „jest dobrze, ale… nie beznadziejnie”. No, a już potem następuje rozwinięcie tematu… A w nim, oczywiście, polityka i narzekanie. Potwierdzają to wydarzenia wrześniowe   w stolicy, z udziałem prawicy i związkowców na ulicy…

Przez cztery dni – Warszawa była stolicą trzech związków zawodowych, z ponad stutysięczną w sumie liczbą uczestników marszów, pochodów i pikiet. Demonstrowali i protestowali, chodzili, trąbili, bębnili, gwizdali i zmian na lepsze się domagali. Ale tym razem obeszło się bez burd, wulgaryzmów czy chuligańskich wybryków. Ku nie tylko mojemu zaskoczeniu – miejscami było nawet sympatycznie, z elementami typowo „warsiawskiego” humoru. W efekcie – dominował ład i porządek, co zaliczyć trzeba do pozytywów czyli nie zawsze i wszędzie ucywilizowanej jeszcze wolności słowa i demokracji.

Ale, jak to w tego typu demonstracjach, było wszystkiego po trosze. Była polityka, gospodarka, a najwięcej sprzeciwu wobec bezrobociu i nierównościom społecznym. Na tym tle – był apel do rządzących, by temu przeciwdziałać, a nie odkładać ad calendas graecas, bo taka jest potrzeba i „głos ludu”, który jakby nie docierał do biurokracji rządowej.

Stąd demonstrowano przed ministerstwami i przed Sejmem, składając odpowiednie petycje na piśmie. Co charakterystyczne – w pochodach i zgromadzeniach nie brali bezpośredniego udziału szefowie partii i ich „dwory”, ani ze strony prawicy ani lewicy, może z wyjątkiem „solidarnościowej” ze związkowcami, jak to określono, pikiety przed Ministerstwem Edukacji Narodowej. Ta, zresztą, była dość konkretna, bo wskazująca na 10 grzechów głównych w dziedzinie oświaty, szkolnictwa i nauki, a w tym na fakt oczywisty, że za mały, wręcz symboliczny jest udział wydatków państwa na naukę, ale i kulturę, a w efekcie powodujący zamykanie szkół i zwolnienia nauczycieli. Brak udziału czołowych polityków i politykierów, co może być zabiegiem taktycznym przed wyborami do Europarlamentu czy referendami, by nie zrażać niezdecydowanego elektoratu, sprawił, że prawie nie było „skrajności” w postaci złości i wściekłości. Nie zaliczałbym do nich niesionego w przemarszu „pomnika” Premiera, ani nawet sugestii rozwiązania parlamentu.

Może bezsensowny był postulat pod adresem Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi, by go odwołać, bo kto, jak kto, ale to produkcja eksportowa i eksport rolno-spożywczy są jednym z czynników dynamizujących wzrost polskiej gospodarki. To niepodważalny plus i powód do szacunku i nawet dumy narodowej. Więc nie ma co robić burzy i mącić w szklance wody, a rolnictwo trzeba ze wszech sił wspierać.

W czterodniówce protestacyjnej związkowców, zróżnicowanej poglądowo i emocjonalnie, padały różne głosy, wypowiadane przez konkretnych ludzi. Ponieważ prześledziłem marsze od startu do mety, wyłowiłem kilka z nich. I tak: przedstawiciel pracowników z elektrowni w Kozienicach ubolewał, że „rząd podwyższył wiek emerytalny bez konsultacji społecznych”; górnik z Bytomia twierdził, że „ludzie władzy dbają tylko o siebie”; hodowca bydła z Lubelszczyzny narzekał, że „ceny w skupach są niskie”; handlowiec z Poznania oceniał, że „służba zdrowia działa fatalnie”; ratownik górniczy z goryczą twierdził, że „młodzi ludzie, jak on, nie mają pracy”, a pracownik kopalni soli w Kłodawie, nie uogólniając odnotował, że „ emeryci przymierają głodem”. To głosy ludzi z tzw. tłumu, autentyczne, a więc godne uwagi, tym bardziej, że to człowiek jest podstawą wszechrzeczy. A czy tak jest w skomercjalizowanym do cna świecie, podlegającym dyktaturze pieniądza? Ale to już jest wada i dolegliwość systemowa.

Warszawskie marsze i demonstracje potwierdzają, że Polska nie jest krajem ludzi obojętnych. I to jest przejaw pozytywnych odczuć, a zwłaszcza, jeśli nie towarzyszy im niezgoda czy nienawiść, choć występuje ona często na co dzień na arenie życia politycznego, a zawłaszcza partyjnego. Podstawowym wnioskiem i konstruktywną propozycją związkowych manifestacji jest postulat dialogu, a nie konfrontacji. Dialogu władzy ze społeczeństwem, ale i między partiami politycznymi, ale bez dyktatu tylko jednej strony, nawet jeśli jest ona silna czy najsilniejsza aktualnie. Do nowych wyborów jest trochę czasu, więc warto uzbroić się w niezbędną cierpliwość i rzeczową argumentację stanowisk, realną w miarę, a nie wirtualną, w stylu, że za cztery lata – Polska w piłce nożnej będzie mistrzem świata! Dialog i kompromis – to realna droga do rozsądnych rozwiązań.

Mikołaj ONISZCZUK

dodano: 2013-09-16 10:24:29