Chcesz otrzymywać najnowsze wiadomości
Wydarzenia
Jak zatrzymać falę?

Grażyna Garlińska


Bezrobocie w Polsce stale rośnie. Były i są różne pomysły, żeby mu przeciwdziałać. Niestety, niewiele z nich udało się z dobrym skutkiem zastosować. Inne są ciągle w fazie dyskusji...

    Na temat „walki” z bezrobociem wypowiadają się różne instytucje naukowe, organizacje skupiające pracodawców, a także związkowe, no i oczywiście partie polityczne, szczególnie w czasie kampanii wyborczych. Każdy ma swoją „złotą receptę”, tylko liczba bezrobotnych rośnie w zastraszającym tempie. Tą trudną sprawą zajęła się także Polska Rada Biznesu, zlecając zbadanie „problemu” Pracowni Badań Społecznych w Sopocie. Co się okazało?


Za dużo barier

Okazało się, co było w dużym stopniu do przewidzenia, że o nowe miejsca pracy będzie bardzo trudno. Kondycja większości z 1217 ankietowanych firm jest bowiem zła, ich rozwój ogranicza wiele barier. Do najbardziej dotkliwych przedsiębiorcy zaliczyli przede wszystkim niski popyt, nieuczciwą konkurencję ze strony przedsiębiorstw oraz wszelkiego rodzaju podatki, a zwłaszcza obciążenia, jakie muszą ponosić z tytułu podatków pośrednich i podatku dochodowego od działalności gospodarczej.
    Jak twierdzi Krzysztof Koczurowski, prezes Pracowni Badań Społecznych, co trzecia firma boryka się ze spadkiem płynności finansowej.
    Najczęściej sygnalizowaną bolączką są jednak dla pracodawców wysokie pozapłacowe koszty pracy. Jest to, zdaniem przedsiębiorców, największy hamulec w zwiększaniu zatrudnienia.
    Dużą przeszkodą w prowadzeniu przez przedsiębiorstwa polityki zatrudnienia mającej na celu tworzenie nowych miejsc pracy jest obowiązujące prawo pracy. Według ankietowanych, uniemożliwia ono elastyczne regulowanie czasu pracy oraz dostosowywanie poziomu zatrudnienia do aktualnego popytu. Ponad dwie trzecie polskich przedsiębiorców sygnalizuje ponadto, że nie może zwiększyć zatrudnienia, ponieważ koszty pracy są zbyt wysokie.
    Ryszard Łepik, wiceprzewodniczący Ogólnopolskiego Porozumienia Związków Zawodowych potwierdza, że koszty pracy są wysokie, ale jednak systematycznie maleją. Przykładowo, w przypadku przedsiębiorstw zatrudniających więcej niż 10 osób w 1993 r. stanowiły 33 proc. kosztów działalności przedsiębiorstw, a w 2000 r. – tylko 23 proc.  Zatrudnienie jednak i tak nie wzrosło. Jeśli udział kosztów pracy maleje, to warto się zastanowić, jakie koszty rosną i pokazać rzeczywistą strukturę kosztów ograniczających zatrudnianie nowych pracowników.
    Jak twierdzi Jacek Cygan z Mc Kinsey and Company Inc., ponieważ koszty pracy w Polsce są wyższe niż w sąsiednich krajach, np. na Węgrzech czy w Czechach, nie ma się co dziwić, że inwestorzy zagraniczni właśnie w nich budują swoje fabryki i tworzą miejsca pracy.

Raczej stagnacja

Wyniki ankiety Pracowni Badań Społecznych nie są optymistyczne. Na pytanie, jak będzie wyglądało zatrudnienie w badanych firmach w ciągu najbliższych dwunastu miesięcy, ankietowani odpowiedzieli jednoznacznie – nastąpi stagnacja. Trudno inaczej określić sytuację, gdy tylko około 20 proc. przedsiębiorców deklaruje jakiekolwiek zmiany poziomu zatrudnienia w swoich firmach. Dwie trzecie ankietowanych deklaruje jego wzrost, natomiast co trzeci nosi się z zamiarem redukcji zatrudnienia.
    Z wyliczeń PBS wynika, że w ciągu najbliższych 12 miesięcy zatrudnienie wzrośnie o 125 tysięcy osób, co może budzić jakąś iskierkę nadziei. Zdaniem Krzysztofa Koczurowskiego, prawda jest jednak inna. Patrząc na sprawy zatrudnienia szerzej niż mogli ocenić je respondenci, trzeba uwzględnić takie chociażby fakty, jak: zwiększona podaż siły roboczej w związku z wyżem demograficznym czy procesy restrukturyzacji związane ze zmniejszeniem zatrudnienia między innymi w górnictwie czy hutnictwie. Do tego dodać trzeba jeszcze małą mobilność siły roboczej w Polsce, zarówno z punktu widzenia strukturalnego, jak i terytorialnego oraz zmiany zatrudnienia w sferze budżetowej, w której planuje się 1-procentową redukcję zatrudnienia. W związku z tym 125 tysięcy nowych etatów to w stosunku do potrzeb bardzo niewiele. Stopa bezrobocia wynosi już w Polsce 16 proc., a według niektórych analityków przekroczyła 18 proc. Liczba bezrobotnych w Polsce sięga już trzech milionów, a na horyzoncie są już następni.
    Potrzebne są więc szybkie i skuteczne działania.

Jak zwiększyć zatrudnienie?

Badanym przedsiębiorcom przedstawiono, z prośbą o ocenę, trzy propozycje zmian, których realizacja powinna się przyczynić do wzrostu zatrudnienia. Pierwsza z nich dotyczyła obniżenia podatku dochodowego od osób fizycznych (prowadzących działalność gospodarczą) i od osób prawnych do 20 proc. Jeżeli byłaby wprowadzona w życie, to dzięki temu można byłoby się spodziewać stworzenia 160 tysięcy miejsc pracy, a więc w stosunku do istniejących potrzeb bardzo niewiele.
    Druga propozycja dotyczyła uelastycznienia czasu pracy oraz systemu pracy. Z badania wynika, że polscy pracodawcy oceniają ją pozytywnie. Ich zdaniem, gdyby został uelastyczniony system prawa pracy, to w ciągu 12 miesięcy mógłby nastąpić przyrost zatrudnienia o 700 tysięcy osób.
    Trzecia propozycja „przetestowana” wśród ankietowanych przedsiębiorców dotyczyła likwidacji pozapłacowych kosztów pracy dla przedsiębiorców. Gdyby zostało to zrealizowane, to można by się spodziewać półtora miliona nowych miejsc pracy. Według Krzysztofa Koczurowskiego, prezesa sopockiej Pracowni Badań Społecznych, likwidacja pozapłacowych kosztów pracy nie stanowiłaby w całości kosztów dla budżetu, ponieważ straty z tego powodu w budżecie byłyby kompensowane, może nawet całkowicie, związanymi z tą decyzją wpływami lub oszczędnościami z innych tytułów.
    Longin Komołowski, wicepremier i minister pracy i polityki społecznej uważa, że obniżenie pozapłacowych kosztów pracy byłoby bardzo trudne i odbiłoby się na budżecie. Nie widzi on możliwości zwiększenia dochodów budżetowych dla pokrycia ewentualnego uszczerbku.
    Ryszard Łepik, wiceprzewodniczący Ogólnopolskiego Porozumienia Związków Zawodowych zwraca uwagę, że pozapłacowe obciążenia pracodawców to połowa przyszłej emerytury pracownika, świadczenia dla bez- robotnych, zasiłki przedemerytalne, zasilanie Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych. Prof. Marek Góra ze Szkoły Głównej Handlowej uważa, że należy się nad tym zastanowić, jednak  przede wszystkim  nad „nieemerytalną” częścią pozapłacowych kosztów pracy (rentowe, wypadkowe, chorobowe).
    Jeśli chodzi o podatki, to trudno w obecnej sytuacji finansowej państwa rozważać ich obniżenie, chociaż niewątpliwie ich wysokość ma znaczenie dla rynku pracy.
    Ważną sprawą jest także uelastycznienie kodeksu pracy. Zdaniem prof. Marka Góry, nie jest to oczywiście panaceum na bezrobocie, ale bardzo istotny czynnik przeciwdziałający jego wzrostowi. Ma to szczególne znaczenie dla ludzi młodych, wchodzących dopiero na rynek pracy. Niektóre zmiany w kodeksie pracy mogłyby się przyczynić do jego „odkorkowania”.

Przede wszystkim edukacja

Zdaniem prof. Marka Góry, najskuteczniejszą metodą walki z bezrobociem jest edukacja. Zgadza się z tym także Longin Komołowski, minister pracy i polityki społecznej. Brak powiązania edukacji zawodowej z sytuacją na rynku prowadzi do narastania bezrobocia. Obecnie jest tak, że lista zawodów osób bezrobotnych, pokrywa się z listą zawodów absolwentów szkół zawodowych. Nie może być tak, że młody człowiek kończy szkołę, a następnie ze środków budżetowych trzeba podnosić jego kwalifikacje i przygotowywać do podjęcia pracy. Więcej czasu i środków trzeba natomiast przeznaczyć na szkolenie „starszych” bezrobotnych, aby ułatwić im znalezienie pracy.
    „Obsługa” rynków pracy jest od niedawna w gestii samorządów, które – jak twierdzi minister Longin Komołowski – nie opanowały jeszcze tej sfery działania i zdarzają się im błędne decyzje, także jeśli chodzi o sposoby wydawania pieniędzy, mających służyć ograniczaniu bezrobocia. Pieniędzy, których w stosunku do istniejących potrzeb jest bardzo mało. Nie wszędzie sprawnie funkcjonuje także pośrednictwo pracy. Jeżeli do tego dodać problemy związane z nie zawsze właściwym wydatkowaniem środków z Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych i z funkcjonowaniem Komisji Trójstronnej, to trudno się dziwić, że w walce z bezrobociem nie widać postępu.
    Tymczasem w ciągu najbliższych pięciu lat przybędzie w Polsce 1,2 miliona ludzi na rynku pracy, a osiemnasty rok życia przekroczy w tym okresie aż 3,5 miliona osób...

(wrzesień 2001)

dodano: 2012-01-05 16:46:00