Chcesz otrzymywać najnowsze wiadomości
Wydarzenia
Gorzki cukier

Z ELŻBIETĄ BARYS, z Sekcji Krajowej Pracowników Przemysłu Cukrowniczego NSZZ „Solidarność” i MAŁGORZATĄ OSTROWSKĄ, Sekretarzem Stanu w Ministerstwie Skarbu Państwa rozmawia Jerzy Pawlas


Jerzy Pawlas
W ubiegłym roku spółki cukrowe miały zysk. W tym roku pojawiła się nadwyżka cukru, spadły ceny. Polskie cukrownie nie wykorzystują limitów produkcyjnych, zagraniczni producenci wprowadzają dumpingowe ceny. Polskie cukrownie płacą kary za sprzedaż cukru poniżej ceny minimalnej, a zagranicznym producentom jakoś to uchodzi. Co się dzieje na naszym rynku?

Elżbieta Barys
    Przyczyną deregulacji rynku jest wadliwa organizacja gospodarki. Nastąpiło rozbicie branży cukrowej na konkurujące ze sobą cukrownie skarbu państwa. Czterdzieści cztery podmioty gospodarcze, wprowadzające na rynek cukier, rywalizują ze sobą ceną. Tymczasem w innych krajach właściciele nie pozwalają na konkurencję wewnątrzkrajową między producentami. Firmy funkcjonują w strukturach skonsolidowanego majątku. Do tego celu zmierzała ustawa z 21 czerwca 2001 roku. W konsekwencji jej realizacji miała powstać spółka cukrowa, dysponująca 60 proc. rynku wewnętrznego. Mogłaby więc spokojnie go regulować. Tak właśnie działają koncerny zagraniczne.

Małgorzata Ostrowska
    Pojawiła się nadwyżka cukru, szacowana na 270 tys. ton. Cukier przewłaszczają banki, kopalnie, bo płaci się nim za zobowiązania wobec dostawców węgla, środków ochrony roślin. Ich nie obowiązuje cena 2 zł za kilogram, wiążąca producentów cukru. Sprzedają więc po cenach niższych, zresztą tak, jak życzy sobie rynek – i psują go. A kary płacą nie tylko producenci. Jeżeli ceny spadają – to jest to właśnie rynek. Oprócz tego wyprzedaje się zapasy jeszcze sprzed trzech lat. To wszystko kumuluje się w tym roku.

Dlaczego rząd, jako właściciel większości cukrowni, doprowadził do sytuacji, w której polskie spółki konkurują między sobą, a w dodatku są eliminowane z rynku przez zagraniczne firmy, sprzedające cukier poniżej kosztów, co podcina ich byt?

Elżbieta Barys
    Dla mnie wytłumaczenie jest proste. Zdecydowano o wyprzedaży tej gałęzi przemysłu. Dlaczego nie wdrożono procesu konsolidacji majątku i zorganizowania dużego podmiotu gospodarczego, zgodnie z zapisami ustawy z 21 czerwca 2001 r., lecz utrzymuje się rozdrobnienie produkcji cukru? Jaki racjonalny właściciel dopuszcza do wewnętrznej konkurencji, i to w sytuacji groźnego zagrożenia zewnętrznego w postaci koncernów, dysponujących olbrzymim potencjałem produkcyjnym, jak Sudzucker, Nordzucker czy British Sugar? To kuriozum. Tak nie można działać.
    Poza tym zagraniczni producenci omijają zakaz sprzedaży cukru poniżej ceny interwencyjnej, organizując spółki handlujące cukrem. Sprzedają im cukier powyżej ceny minimalnej, natomiast spółki zaniżają ceny, czego dowodem półki w supermarketach. W ten sposób zagraniczne koncerny cukrowe zmierzają do przejęcia polskiego rynku. Niestety, rząd nie ma wystarczającej informacji o produkcji cukru. Podczas debaty sejmowej, poświęconej nowelizacji ustawy cukrowej, minister Małgorzata Ostrowska przyznała, że nie wie, jaka jest nadwyżka cukru. Mówiła o 250 tys. ton, a szacunki magazynowe wskazują na 270 tys. ton. Brak kontroli właścicielskiej powoduje chaos na rynku, na przykład cukrownia w Pruszczu Gdańskim sprzedaje cukier koncernowi Nordzucker, a ten zasypuje nim polski rynek. Tak będzie do czasu, aż przemysł cukrowniczy opanują zagraniczne koncerny. Wchodząc w skład europejskiego kartelu cukrowego, są w stanie dyktować ceny czy deregulować rynki poszczególnych krajów, tym bardziej gdy pozwalają na to państwa, na terenie których działają.
 
Małgorzata Ostrowska
    A co, przepraszam, miał zrobić rząd w tym momencie? Przecież cukrownie są przedsiębiorstwami, które same muszą radzić sobie na rynku. Funkcjonuje ustawa o regulacji rynku cukru, która wymaga zmiany i będzie nowelizowana, ale trudno, żeby rząd sprzedawał cukier. Odpowiedzialne są firmy.

Szef Śląskiej Spółki Cukrowej ma nadzieję, że zostaną odsprzedane inwestorowi zagranicznemu. Nawet nie myśli, by utrzymać się na rynku. Liczy się upadłość lub sprzedaż zagranicznemu inwestorowi. Jednak firma nie jest chyba tak zła, skoro o śląską spółkę ubiegał się najpierw francuski, a potem niemiecki koncern cukrowy. Jak to wytłumaczyć?

Elżbieta Barys
    Jak mówią Brytyjczycy, przemysł cukrowniczy jest maszynką do robienia pieniędzy. W żadnej innej dziedzinie przemysłu nie ma tak precyzyjnych regulacji, jak kwota produkcyjna na dany kraj, na eksport. Na danym rynku istnieje więc możliwość sprzedaży tego, co się wyprodukuje. Dlatego tyle zabiegów o polskie cukrownie. Niemniej, jeżeli szef Śląskiej Spółki Cukrowej nie potrafi zarządzać, to powinien być zwolniony. Natomiast jeżeli zezwala na sprzedaż limitu A, którego nie wyprodukowały cukrownie jego spółki, firmie zagranicznej Pfeifer und Langen, a nie cukrowniom należącym do skarbu państwa – to sprawą powinna zająć się prokuratura.

Małgorzata Ostrowska
Umowę o sprzedaży Śląskiej Spółki Cukrowej podpisał jeszcze poprzedni rząd, jednak jej nie sfinalizował. Sprawa znalazła się w sądzie. On rozstrzygnie o ważności tej umowy. Sytuacja w śląskiej spółce jest taka, jak na całym rynku. Tu nie ma żadnego świadomego działania na niekorzyść. Przeciwnie. Pan Adam Sebzda robi wszystko, by w sytuacji, gdy upada cukrownia – jak w Ziębicach czy Pastuchowie – zachować limity produkcyjne w obrębie spółki.

Związek plantatorów podejmuje działania przeciwko swoim członkom, natomiast solidarne z zagranicznym inwestorem. Podobnie postępują urzędnicy państwowi. Niektórzy dyrektorzy cukrowni i przedstawiciele firm zagranicznych występują z petycją do prezydenta RP, by zawetował możność przydzielenia plantatorom limitu produkcji cukru. Czy takimi szkodliwymi dla krajowej gospodarki działaniami nie powinno zainteresować się Centralne Biuro Śledcze, tym bardziej, że media niemieckie kolportują informacje o przekupności polskich urzędników?

Elżbieta Barys
    Centralne Biuro Śledcze powinno niezwłocznie zająć się działalnością zarządzających przemysłem cukrowym, poczynając od resortu skarbu państwa. Przecież choćby umowa o przejęciu przez zagranicznego kontrahenta Śląskiej Spółki Cukrowej zawiera elementy sprzeczne z obowiązującymi ustawami. To nie jest kwestia przypadku. Uzasadnione są podejrzenia, że to nie były czyste transakcje.

Małgorzata Ostrowska
    W tej chwili nie ma ustawy o regulacji rynku cukru. Ustawa, którą będzie podpisywał prezydent, dotyczy tylko i wyłącznie spraw związanych z prywatyzacją, czyli zmian w artykule 20. obowiązującej ustawy.
 
Polskie cukrownie nie mają dobrej prasy, ale gorliwie zabiegają o nie zagraniczne koncerny. Mówi się, że w kuluarach sejmowych zagraniczne lobby cukrowe jest równie silne, jak lobby piwne. Zagraniczne koncerny bardziej zabiegają o polskie cukrownie, niż polskie władze. Czy można zrozumieć ten paradoks?

Elżbieta Barys
    Podczas ostatniej debaty sejmowej, dotyczącej nowelizacji ustawy cukrowej, posłowie pytali członków rządu, czy prywatyzacja branży cukrowej jest interesem państwa, czy raczej osobistym interesem członków resortu skarbu państwa. Gdyby Centralne Biuro Śledcze zechciało zainteresować się tylko pytaniami, jakie padały z trybuny sejmowej, to już miałoby pełne ręce roboty.

Małgorzata Ostrowska
    Przecież to polskie władze zaprosiły zachodnie koncerny do udziału w prywatyzacji polskiego cukrownictwa. To polski rząd poprzedniej kadencji skierował do nich oferty, chcąc prywatyzować branżę. Trudno więc, by zachodnie koncerny nie działały w Polsce, skoro zostały zaproszone. Te z polskich przedsiębiorstw, do których skierowano oferty z prośbą o udział w prywatyzacji cukrownictwa – nie podjęły tego tematu.

Niemiecki koncern Pfeifer und Langen, który przejął część polskich cukrowni, dyktuje ceny plantatorom. Tymczasem w krajach zachodnich to właśnie plantatorzy i pracownicy są właścicielami zakładów przetwórstwa rolnego. Czy w Polsce nie można wprowadzić takiego modelu?

Elżbieta Barys
    Można i trzeba, ale najpierw musi zaistnieć faktyczne przedstawicielstwo plantatorów. Obecny związek nie reprezentuje ich interesów, podobnie jak komisje mieszane, które powstały przy cukrowniach. Okazuje się, że najniższe ceny za buraki dostają plantatorzy od koncernów zagranicznych, a najwyższe w cukrowniach skarbowych. Poza tym plantatorzy zmuszani są do kupowania i wysiewania nasion wskazanych przez dyrektorów cukrowni, co jest kolejnym polem korupcyjnym. Manipulacje ministerstwa przy prywatyzacji śląskich cukrowni są ewidentne. Jego przedstawiciel oświadczył wręcz, że ustawa z 21 czerwca 2001 r. uniemożliwia mu sprzedaż cukrowni. Mamy więc jasność. Rząd chce po prostu pozbyć się cukrowni. W ten sposób zachodni model właścicielski pozostaje dla naszych plantatorów i pracowników nieosiągalnym marzeniem.

Małgorzata Ostrowska
    Różne są modele własnościowe w spółkach przemysłu rolnego – plantatorsko-pracownicze, kapitałowe. Nie ma obowiązującego wzorca. Spółki wybierają taką strukturę własnościową, jaka jest najbardziej efektywna. Przecież nic nie stało na przeszkodzie, by zorganizować w Polsce takie spółki. Zresztą plantatorzy – zgodnie z ustawą – będą właścicielami akcji spółki „Polski Cukier”, o ile oczywiście zechcą zakupić akcje.

18 lipca 2002 roku głosami SLD (185), Platformy Obywatelskiej (47), UP (15), PiS (9), SK-L (6), PSL (2) znowelizowano ustawę o regulacji rynku cukrowego z 21 czerwca 2001 r. Dlaczego to zrobiono? Jakie będą konsekwencje tej zmiany dla polskiego przemysłu cukrowniczego?

Elżbieta Barys
    Nowelizacja ustawy poważnie ograniczyła możliwości powstania silnej krajowej spółki cukrowej. Jeżeli sprzeda się cukrownie śląskie, wielkopolskie i pomorskie, gdzie koszt buraków jest najniższy, to reszta cukrowni na wschodzie kraju zbankrutuje. Przecież koszt buraka to 60 proc. kosztów produkcji cukru. Konsekwencje zmiany ustawy cukrowej mogą więc być bardzo poważne. Nawet jeżeli powstanie okrojona spółka z produkcją około 460 tys. ton cukru, to przy obecnej nadwyżce może niezwykle łatwo zbankrutować w ciągu jednego roku. Cena nie poradzi sobie z nadwyżką. Natomiast przy produkcji jeden milion ton, jak to zakładała ustawa z 21 czerwca 2001 r., nie byłoby z nią problemu – albo zostałaby przeniesiona na następny rok, albo wyeksportowana. Spółka taka dawałaby roczny zysk od 880 mln zł do 2,2 mld zł, w zależności od ceny cukru. Dlaczego pozbywać się takich dochodów, tym bardziej w obecnej kryzysowej sytuacji budżetowej. Jeżeli jednak okrojona spółka zbankrutuje, to niewykluczone, że nie będzie na nią nabywcy. Całą polską kwotę cukrową – 1,6 mln ton – można wyprodukować w cukrowniach śląskich, wielkopolskich i pomorskich. W ten sposób cała tak zwana ściana wschodnia może być pozbawiona branży cukrowej. A rząd II Rzeczypospolitej dbał o produkcję we wschodnich rejonach kraju, żeby wspierać tam rolnictwo i przetwórstwo.
 
Małgorzata Ostrowska
    Nowelizacja dotyczy artykułu związanego z możliwościami i trybem powoływania Krajowej Spółki Cukrowej. Dotychczasowe rozwiązania nakazywały ministerstwu skarbu wnieść do „Polskiego Cukru” wszystkie cukrownie znajdujące się w jego gestii. Natomiast zgodnie z postanowieniami sądu, mamy ograniczenia w wykonywaniu praw z akcji w stosunku do Śląskiej Spółki Cukrowej i kilku cukrowni na Pomorzu. Stąd nie można wnieść wszystkich. żeby nie czekać, postanowiliśmy zmienić prawo i rozpocząć budowę Krajowej Spółki Cukrowej od tego, czym dysponujemy bez ograniczeń prawa. Jeżeli sąd orzeknie, umowa sprzedażna Śląskiej Spółki Cukrowej jest nieważna i spółka ma pozostać w rękach polskich, to dołączy się ją do Krajowej Spółki Cukrowej. I taka była intencja tej nowelizacji.
 
Przewidziany w ustawie z 21 czerwca 2001 r. koncern „Polski Cukier” miał być wzorem dla innych przemysłów przetwórczych – jak olejarski, ziemniaczany. Czy taką funkcję będzie mogła pełnić spółka powstała w wyniku nowelizacji tej ustawy? Czy ma ona szansę utrzymać się na rynku?

Elżbieta Barys
    Okrojona spółka jest zagrożona bankructwem. W tej sytuacji wzorem dla naszego kraju są rynki europejskie. Tam nie rozdrabnia się majątku, lecz konsoliduje. Wtedy można nim taniej i lepiej zarządzać. Dlatego zagraniczne firmy łączą się w narodowe koncerny. Tylko one są efektywne, mogą inwestować w nowe technologie, poszerzać rynki zbytu poza granice państwa. Tymczasem w naszym kraju następuje rozpraszanie majątku, co już nigdzie nie ma racji bytu. Wykonuje się również działania pozorne. Minister Kaczmarek mówi o konsolidacji, a tworzy niewydarzoną spółkę, która niebawem upadnie. Jeżeli więc spojrzeć na gospodarkę okresu transformacji, to nie ma się co dziwić, że w budżecie brakuje pieniędzy na potrzeby państwa

Małgorzata Ostrowska
    Czas pokaże, czy spółka utrzyma się na rynku. Na pewno ma ona dwa ogromne zadania do realizacji. Musi przeprowadzić gigantyczną restrukturyzację – by sprostać konkurencji. W dalszym ciągu koszty w polskich cukrowniach są zbyt wysokie, co warunkuje także przerost zatrudnienia i krótkie kampanie. Trzeba więc racjonalizować ekonomikę tych przedsiębiorstw. Druga operacja to łączenie poszczególnych cukrowni, żeby powstał koncern. Potencjał produkcyjny nowej spółki wystarczy, by zająć dobrą pozycję rynkową.

(grudzień 2002)

dodano: 2012-01-06 16:17:27